sobota, 13 czerwca 2015

Bo niekiedy sen staje się rzeczywistością. ~

Paring: Koichi x Karma
Zespół: Mejibray/AvelCain
Ostrzeżenia: Sceny erotyczne, gwałt, przekleństwa
Beta: Brak
Tak jakoś mnie naszło więc to napisałam.Wiem, krótkie, ale pisałam to na szybko póki miałam czas i wenę by to napisać i na bank skończyć.No, to mam nadzieję, ze się spodoba ;)

***

Kolejny dzień i kolejna upłynęła już noc.Różowowłosy ułożył się samotnie na łóżku pokrytym czarną pościelą.Jego blada skóra wyraźnie odznaczała się na tym tle, a pastelowo różowe włosy rozsypały się na aksamitnym materiale.Powieki opadały mu niemiłosiernie ukrywając ciemne oczy.Ale basista starał się powstrzymać senność.Nie chciał po raz kolejny przeżywać tego samego snu.Jednakże sen był silniejszy i już po chwili zmęczone powieki, wbrew woli Koichi'ego, opadły w wyniku czego mężczyzna zapadł w sen.

Uniósł powieki i rozejrzał się po pokoju.Znajdował się w sali prób.Ale nie swojego zespołu.To z pewnością nie była ich sala.Po chwili dojrzał ludzką sylwetkę skrytą w ciemnym kącie pokoju.Ostrożnie uniósł się do siadu cały czas obserwując sylwetkę odcinającą się głębszą czernią na tle mroku.Zapatrzony w sylwetkę nie zauważył kiedy ta się do niego zbliżyła.Długie czarne włosy okalały blada twarz mężczyzny i opadały na ramiona.Szatyn był odrobinę niższy od basisty.ale mimo to bez problemu powalił go na kanapę i przygniótł własnym ciałem.Przytrzymał nadgarstki chłopaka jedną dłonią.Jego uścisk była stalowy.Przyglądał się wyższemu przez chwilę z błyskiem w chłodnych oczach.Po chwili uniósł wzrok, a wzrok basisty powędrował w ślad za spojrzeniem mężczyzny.Ujrzał lalkę siedzącą na oparciu kanapy.Czół się coraz dziwniej.Kiedy ponownie przeniósł wzrok na szatyna jego twarz wykrzywiał pełen pogardy uśmiech.Koichi wiedziony instynktem  szarpnął się próbując uwolnić, ale na marne.Mężczyzna zaśmiał się jedynie melodyjnie, ale przy tym... upiornie.
-P-puść mnie...Proszę- wyszeptał.Do oczu cisnęły mu się łzy, a jedyną odpowiedzią jaką otrzymał był śmiech wokalisty.
-Puszczę cię-odpowiedział.-Ale dopiero kiedy skończymy się bawić-dodał, a jego twarz wykrzywił trudny do opisania uśmiech.W chwilę później różowy poczuł miękkie wargi swego oprawcy na swoich.Wargi szatyna wręcz miażdżył wargi basisty.Ten ponownie zaczął się szarpać, a po jego policzkach spływały łzy.Szatyn zdawał się tego w ogóle nie zauważać.Docisnął mocniej dłonie wyższego do kanapy i zszedł z pocałunkami na jego szyję.Pozostawił tam kilka malinek i związał dłonie basisty z pomocą liny, którą wyjął wręcz znikąd.Dzięki temu miał obie dłonie wolne i mógł lepiej zająć się swoją ofiarą.Zdarł z niego koszulkę i zaczął oznaczać tors kochanka malinkami.Po chwili jednak zajął się sutkami basisty.Lizał,ssał i podgryzał je na przemian słuchając jęków i błagań mężczyzny o to, by dał mu spokój.Na szczęście, a może nieszczęście, różowego znudziło mu się to dość szybko.Wtedy to zszedł z pocałunkami niżej, na brzuch i podbrzusze swej dziwki, jakim to mianem niemo go obdarzył.Szybkim ruchem pozbył się spodni mężczyzny wraz z bokserkami.Odwrócił go tyłem do siebie i uniósł jego biodra.Zawiązał przepaskę na oczach lalki po czym sam pozbył się dolnej części swoich ubrań.
Wbił się w odbyt kochanka swoim penisem.Słysząc jęk bólu, który wydobył się z ust kochanka, podniecił się tylko jeszcze bardziej.Uwielbiał kiedy jego ofiary cierpiały.Poruszał się w nim szybko i przytrzymywał go by ten nie osunął się za nadto.Po udach basisty spływała krew...

Basista podniósł się do siadu zlany potem.Pospiesznie rozejrzał się po pokoju by upewnić się, że nic mu nie zagraża.Był sam w pokoju.U jego boku spoczywały jedynie trzy koty, jego ukochane pupilki.Ani śladu oprawcy ze snu.Uspokojony opadł ponownie na plecy wpatrując się w sufit.Tej nocy już nie zasnął.A rano musiał przygotował się do spotkania z managerem i resztą zespołu w jakiejś ważnej sprawie.Dlatego też o świcie udał się do łazienki i wziął szybki prysznic.Starł ze swojego ciała krople wody.Wytarł i wysuszył włosy.Ubrał się i uczesał włosy.Zrobił lekki makijaż i wyszedł z domu.Czas szybko mu minął i nadszedł czas by udał się do studia.Jak się okazało spóźnił się nieco.Kiedy wszedł do sali siedział tam ich manager,reszta zespołu i inny zespół.Przyjrzał się tamtym badawczo i w jednym z nich, szatynie, nieco podobnym do Tsuzuku, który trzymał w dłoniach lalkę rozpoznał mężczyznę ze swoich snów.Instynkt kazał mu uciekać, ale powstrzymał podszepty mózgu i usiadł na wolnym krześle.Cały czas czas czół świdrujące go spojrzenie tamtego mężczyzny.Marzył tylko o tym by to się nareszcie skoczyło.By mógł wrócić do domu.Bał się, ale z drugiej strony mężczyzna go pociągał.Kiedy to spotkanie dobiegł już końca wyszedł pospiesznie i ruszył w stronę domu.Szedł powoli, bez pośpiechu by nie wzbudzać niczyich podejrzeń.Kiedy szedł ulicą nagle poczuł czyjąś dłoń i nim zdążył wydobyć z siebie głos został wciągnięty do samochodu i ogłuszony.Kiedy się obudził znajdował się w tej samej sali, która śniła mu się poprzedniej nocy oraz wiele nocy wcześniej.Wiedział jednak, ze tym razem to nie był sen.To była rzeczywistość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz