Zespół: Mejibray
Ostrzeżenia: Śmierć, Smutne
Beta: Brak
Kolory: MiA , Tsuzuku
Przepraszam, że tak długo nie było notek z tej serii, ale nie miałam, ani czasu, ani ochoty na to by to napisać.Lista powodów znajduje się tutaj:
- Szkoła
- Zadania domowe
- Sprawy osobiste
- Rodzina
- Przyjaciele
- Praktyki
- Spotkania z najbliższymi mi osobami
- Brak weny
- Zmęczenie
- I przede wszystkim fałszywe szmaty, które ważyły się nazywać moimi przyjaciółmi.Dla mnie takie osoby są po prostu żałosne -,-
~~~
Szatyn spał spokojnie wtulony w poduszkę, na której dotychczas spał gitarzysta.Czół ten błogi spokój opanowujący jego ciało.Było mu...no po prostu było mu dobrze.Nie wiedział nawet, że blondyna nie ma już u jego boku.Ale nadal czół jego charakterystyczny zapach.
MiA zaś udał się do kuchni.Tam, dość cicho by nie obudzić śpiącego nadal szatyna.Przygotowywał mu śniadanie.A ponieważ ten nadal spał nie spieszył się z tym jakoś szczególnie.Wiedział, że wokalista nie należy do rannych ptaszków.Co więcej, lubił sobie długo pospać.
Wokalista tym czasem odsypiał tę noc pełną zwierzeń.Był blady.Nawet bardzo blady.Tego dnia miał jeszcze przejechać się do lekarza by odebrać potrzebne mu leki.Ale nie miał na to sił.Po prostu nie czół się na siłach aby tam pojechać.
Blondynek przygotował mu śniadanie.Jego ulubione zresztą.Puszyste naleśniki z bitą śmietaną i sosem czekoladowym oraz jego ulubioną, mocną kawę.Wszystko ustawił na srebrnej, metalowej tacy i ostrożnie podniósłszy wcześniej wspomnianą tackę ruszył powoli w stronę sypialni ukochanego w celu podania mu śniadania.
Tsuzuku poczuł, swój ulubiony o poranku, zapach naleśników.Nie budził się jeszcze jednak.Po raz kolejny będzie musiał użyć dużej ilości kosmetyków do twarzy by ukryć swą bladość.Jedyne czego w tej chwili pragnął to żeby basista i perkusista nie wtargnęli mu do domu w celu poznania okoliczności tak nagłej przerwy w próbach.
Młodszy tym czasem przyniósł mu śniadanie.Postawił tackę z kawą oraz talerzem naleśników na szafce nocnej, a sam przysiadł przy nim i musnął opuszkami palców policzek ukochanego odgarniając mu z twarzy hebanowe kosmyki włosów.
-Dzień Dobry -wyszeptał zaspanym głosem uśmiechając się przy tym blado.
Spojrzał na ukochanego i posłał mu subtelny uśmiech pod którym skrywało się jego zmartwienie o stan zdrowia szatyna.Łagodnym gestem swej drobnej dłoni, po raz kolejny, odgarnął kilka niesfornych kosmyków z twarzy szatyna.
-Ohayo -wyszeptał jedynie.
Szatyn powoli się wybudzał.Uniósł swoją bladą twarz z poduszki, w której jeszcze chwilę temu ją ukrywał.Spojrzał na gitarzystę.
-To miłe, ze zrobiłeś dla mnie śniadanie.I to, że pamiętałeś, że uwielbiam naleśniki-szepnął z czułym uśmiechem błąkającym na jego pełnych wargach i podniósł się do siadu.-Będę musiał udać się do lekarza po te leki, ale nie mam na to siły...Nie dzisiaj.
Blondynek łagodnie wzruszył ramionami by podkreślić tym gestem fakt, że zrobienie szatynowi śniadania, w jego mniemaniu przynajmniej, było po prostu drobiazgiem.
-Znamy się od pięciu lat.Trudno, abym tego nie wiedział -odszepnął i sięgnął po tace ze śniadaniem by następnie mu ją podać.-Jeżeli chcesz mogę podjechać do Twojego lekarza i odebrać te leki za Ciebie.I tak muszę podwieźć kota do rodziców.
-Naprawdę możesz to dla mnie zrobić?Poczekaj, dam Ci moją kartę kredytową - wyszeptał.Kiedy blondyn wspomniał o rodzicach pomyślał o swojej matce.Nadszedł czas aby ją poinformować...Ojca nie zamierzał o tym informować.Nie po tym jak zostawił jego oraz jego matkę kiedy Tsu miał niespełna 14 lat.I to dla kogo zostawił.Dla młodszej dziewczyny, które nienawidziła, zresztą ze wzajemnością, Tsuzuku.
-Nie musisz.Proszę Cię, skończ wreszcie przesadzać.Sam zapłacę i nie masz mi zwracać, ponieważ sobie tego nie życzę -mruknął cichutko.Poszedł się nieco ogarnąć przed opuszczeniem mieszkania Tsu.Po około dwudziestu minutach był gotowy do wyjścia.Pocałował go w policzek nim opuścił mieszkanie szatyna i udał się w stronę kliniki, której mieścił się gabinet lekarza wokalisty.
Szatyn, po zjedzeniu śniadania położył się ponownie na miękkim posłaniu.Sięgnął po telefon i wpatrywał się w czarny wyświetlacz.Po chwili odblokował urządzenie i wybrał numer telefonu swojej rodzicielki.Z początku zamierzał porozmawiać z ukochaną matką o ojcu.Później poruszyć mniej znaczące tematy.A dopiero na koniec poruszyć najważniejszy temat.Choroby i nieuchronnej przerwy.Czekał aż matka odbierze.
Po odebraniu leków szatyna, blondyn opuścił gabinet lekarski i udał się do własnego mieszkania.Tam przywitał się z niesfornym towarzyszem,a mianowicie swoim ukochanym kotem.Nakarmił kota i wziął go na ręce.Po chwili usadowił zwierzę w transporterze i zamknąwszy drzwiczki zabrał transporter ze sobą i ruszył w stronę domu rodzinnego.Domu swoich rodziców.
Szatyn tymczasem kontynuował czekanie, aż ukochana matka odbierze telefon.Nie da się ukryć, że nadal bał się tej rozmowy.
MiA odtransportował kota do rodziców.Nie został u nich długo.Głownie dlatego, ze czekała go dość długa droga powrotna.A do tego zbliżała się pora obiadu.A on?No cóż, nie chciał zostawiać wokalisty zbyt długo samego w tym stanie...
Kiedy tylko starsza kobieta, matka szatyna odebrała telefon wokalista rozpoczął rozmowę na temat ojca.Obrażał go za to, jak potraktował jego i jego matkę.Zapytał ją o to czy ojczulek raczył się odezwać.Czy płaci obiecane alimenty i inne takie pierdoły...Aż w końcu wyznał jej, że choruje.I że nie nie ma dla niego szans na przeżycie.
Po jakimś czasie blondyn powrócił do mieszkania ukochanego.Oczywistym było to, że perkusista oraz basista już się do niego dobijali by poznać powód dla którego ani gitarzysta ani wokalista nie stawili się tego dnia na próbie.Oczywiście nie wiedzieli o tym, że nie ma próby.Albo też o tym zapomnieli.Dlatego też blondyn w SMS-ie wyjaśnił im, że ich kochany wokalista potrzebuje odpoczynku.
Tymczasem Tsuzuku leżał z przymkniętymi oczami okryty starannie pościelą.Nie chciał denerwować ukochanego.Co do ojca, jak zwykle...nie płacił i nie odzywał się do swojej byłej żony.Cała ta sytuacja doprowadzała 25-latka do szału!Jego własny ojciec bardziej dbał o tę swoją lafiryndę niż o matkę swojego pierworodnego dziecka!
Blondynek wrócił niedługo po tym.Jego jasne włosy były zmierzwione wiatrem.Skóra blada, jak zwykle.Policzki pokryte lekkim rumieńcem powstałym pod wpływem przenikliwego chłodu.Odgarnął z twarzy zbłąkane kosmyki i udał się do kuchni w celu przygotowania jakiegoś obiadu.Ale przedtem przygotował odpowiednią dawkę odpowiednich leków oraz szklankę wody.
Szatyn zaś ciekaw był czy reszta ich skomplikowanej "rodzinki" dziwaków odczytała SMS-a.Wiedział, że gitarzysta to zrobił ponieważ teraz miał go u swego boku.No może nie konkretnie w tym momencie, ale nie czepiajmy się szczegółów.Wstał i powoli udał się do łazienki w celu przemycia twarzy chłodną wodą.
Postawił wszystko na szafce nocnej.Sam zaś wyszedł z pomieszczenia i udał się do kuchni by jak najszybciej przygotować mu obiad.Było już późne południe i wypadało się zająć przygotowaniem ów obiadu.Zwłaszcza, że wokalista zapewne był już głodny.
On tymczasem opuścił cztery ściany łazienki.Oczywiście tam przebrał się bo nie wypadałoby ażeby chodził cały dzień w ubraniach pełniących rolę jego piżamy.Wrócił do sypialni, a jego wzrok padł na dość dużą tabletkę spoczywającą na blacie stołu.Podniósł ją i wsunął sobie do ust po czym połknął i popił ją.
Blondyn przygotował obiad.Tym razem postanowił przygotować ramen.Związał włosy w koński ogon i zaczął przygotowywać wszystkie potrzebne mu do tego składniki.Oczywistym było, że wszelkie składniki kupił na zakupach, które zrobił przed powrotem do domu.
Zaś wokalista spoglądał na okno.A właściwie na to co kryło się na stosunkowo cienką, ścianę szkła.Zastanawiał się czy pozostała dwójka odczytała ów SMS-a, czy też po raz kolejny poszła na próbę, której nie było...Jednak jego rozmyślenia przerwało pojawienie się blondyna.Przeniósł wzrok na ukochanego, który postawił przed nim, na nocnej szafce, miskę ramenu.Podziękował ukochanemu i zaczął jeść przygotowany przezeń ramen.
Blondynek zaś, w czasie kiedy ten spożywał obiad, zrobił pranie oraz trochę posprzątał w domu.Zajął się obowiązkami domowymi.Trwał przy tym do późnego wieczora, kiedy to udał się do kuchni.Chciał przygotować mu kolację.Ale kiedy się okazało, że szatyn był w kuchni i przygotowywał sobie lekką sałatkę, blondyn był zaskoczony.
-Mogłeś mi powiedzieć, że jesteś głodny.Zrobiłbym ci coś...-wyszeptał.
-Nie byłem aż tak głodny.Miałem ochotę zrobić sobie sałatkę.Poza tym będę musiał jeść więcej warzyw i owoców - wyszeptał o dziwo ze spokojem. - A w ogóle pisałem wczoraj do waszej trójki.Ciekaw jestem czy przeczytali tego SMS-a czy znowu padli ofiarą złośliwości rzeczy martwych...
-No dobrze, ale mimo wszystko mogłeś mi powiedzieć.Dobrze wiesz, że lekarz zabronił ci się za bardzo przemęczać.A najlepiej byś w ogóle tego nie robił - wyszeptał patrząc na niego.Zazwyczaj, w takiej sytuacji, wokalista wybuchał gniewem.Wręcz tracił nad swoją furią kontrolę.A teraz?Był wręcz nadgorliwie spokojny.
-Koichiemu padła bateria, a Meto zapomniał telefonu...
-Czyli to samo co zawsze.Ciekaw jestem czy gdyby się paliło nasze królewny byłyby w podobnej sytuacji -wręcz prychnął.Sięgnął po widelec i zaczął jeść. - Kotku...dobrze wiesz, że nie lubię być nieaktywny...Chcę się wyszaleć póki jeszcze mogę...-wyszeptał patrząc mu w oczy.A co idzie o jego wybuchy gniewu, to nawet nie tłumił takiego ataku.Po prostu był w pełni spokojny.
-Proszę, przestań już...Każdemu się może zdarzyć.Zresztą znasz ich.Oni żyją w nieco innym świecie...Co zaś idzie o twoją niechęć do leżenia, to wiem o tym, ale mimo wszystko lepiej się oszczędzaj.Nie wiesz jak to naprawdę będzie...Zawsze może ci się pogorszyć z dnia na dzień-wyszeptał i spuścił wzrok.Nadal nie wierzył w to, że to się tak zakończy.Przyjaźnili się.Mimo jego zachowań i postawy, pozostawali przyjaciółmi.A teraz?To wszystko miało się zakończyć tak nagle...To aż nie do pomyślenia.
Wokalista spojrzał na gitarzystę.Wiedział, że blondynek ma racje .Zjadł do końca swoja sałatkę, odłożył miseczkę i podszedł do niego.Spojrzał mu w oczy i objął go jedną ręką przyciągając do siebie delikatnie-Wiem, że się o mnie boisz MiA-kun.Uwierz mi, ja też...W końcu starce wszystko, to co kocham miłość do śpiewania, nasze koncerty, backstage, nasze wygłupy, imprezy po udanych koncertach...Was, w tym ciebie...Jednak najbardziej będzie mi żal mojej mamy.Zostanie sama bo ojczulek woli się zabawiać z jakąś młodą siksą, która mnie nie znosiła gdy bylem nastolatkiem zresztą ze wzajemnością .
MiA zaś udał się do kuchni.Tam, dość cicho by nie obudzić śpiącego nadal szatyna.Przygotowywał mu śniadanie.A ponieważ ten nadal spał nie spieszył się z tym jakoś szczególnie.Wiedział, że wokalista nie należy do rannych ptaszków.Co więcej, lubił sobie długo pospać.
Wokalista tym czasem odsypiał tę noc pełną zwierzeń.Był blady.Nawet bardzo blady.Tego dnia miał jeszcze przejechać się do lekarza by odebrać potrzebne mu leki.Ale nie miał na to sił.Po prostu nie czół się na siłach aby tam pojechać.
Blondynek przygotował mu śniadanie.Jego ulubione zresztą.Puszyste naleśniki z bitą śmietaną i sosem czekoladowym oraz jego ulubioną, mocną kawę.Wszystko ustawił na srebrnej, metalowej tacy i ostrożnie podniósłszy wcześniej wspomnianą tackę ruszył powoli w stronę sypialni ukochanego w celu podania mu śniadania.
Tsuzuku poczuł, swój ulubiony o poranku, zapach naleśników.Nie budził się jeszcze jednak.Po raz kolejny będzie musiał użyć dużej ilości kosmetyków do twarzy by ukryć swą bladość.Jedyne czego w tej chwili pragnął to żeby basista i perkusista nie wtargnęli mu do domu w celu poznania okoliczności tak nagłej przerwy w próbach.
Młodszy tym czasem przyniósł mu śniadanie.Postawił tackę z kawą oraz talerzem naleśników na szafce nocnej, a sam przysiadł przy nim i musnął opuszkami palców policzek ukochanego odgarniając mu z twarzy hebanowe kosmyki włosów.
-Dzień Dobry -wyszeptał zaspanym głosem uśmiechając się przy tym blado.
Spojrzał na ukochanego i posłał mu subtelny uśmiech pod którym skrywało się jego zmartwienie o stan zdrowia szatyna.Łagodnym gestem swej drobnej dłoni, po raz kolejny, odgarnął kilka niesfornych kosmyków z twarzy szatyna.
-Ohayo -wyszeptał jedynie.
Szatyn powoli się wybudzał.Uniósł swoją bladą twarz z poduszki, w której jeszcze chwilę temu ją ukrywał.Spojrzał na gitarzystę.
-To miłe, ze zrobiłeś dla mnie śniadanie.I to, że pamiętałeś, że uwielbiam naleśniki-szepnął z czułym uśmiechem błąkającym na jego pełnych wargach i podniósł się do siadu.-Będę musiał udać się do lekarza po te leki, ale nie mam na to siły...Nie dzisiaj.
Blondynek łagodnie wzruszył ramionami by podkreślić tym gestem fakt, że zrobienie szatynowi śniadania, w jego mniemaniu przynajmniej, było po prostu drobiazgiem.
-Znamy się od pięciu lat.Trudno, abym tego nie wiedział -odszepnął i sięgnął po tace ze śniadaniem by następnie mu ją podać.-Jeżeli chcesz mogę podjechać do Twojego lekarza i odebrać te leki za Ciebie.I tak muszę podwieźć kota do rodziców.
-Naprawdę możesz to dla mnie zrobić?Poczekaj, dam Ci moją kartę kredytową - wyszeptał.Kiedy blondyn wspomniał o rodzicach pomyślał o swojej matce.Nadszedł czas aby ją poinformować...Ojca nie zamierzał o tym informować.Nie po tym jak zostawił jego oraz jego matkę kiedy Tsu miał niespełna 14 lat.I to dla kogo zostawił.Dla młodszej dziewczyny, które nienawidziła, zresztą ze wzajemnością, Tsuzuku.
-Nie musisz.Proszę Cię, skończ wreszcie przesadzać.Sam zapłacę i nie masz mi zwracać, ponieważ sobie tego nie życzę -mruknął cichutko.Poszedł się nieco ogarnąć przed opuszczeniem mieszkania Tsu.Po około dwudziestu minutach był gotowy do wyjścia.Pocałował go w policzek nim opuścił mieszkanie szatyna i udał się w stronę kliniki, której mieścił się gabinet lekarza wokalisty.
Szatyn, po zjedzeniu śniadania położył się ponownie na miękkim posłaniu.Sięgnął po telefon i wpatrywał się w czarny wyświetlacz.Po chwili odblokował urządzenie i wybrał numer telefonu swojej rodzicielki.Z początku zamierzał porozmawiać z ukochaną matką o ojcu.Później poruszyć mniej znaczące tematy.A dopiero na koniec poruszyć najważniejszy temat.Choroby i nieuchronnej przerwy.Czekał aż matka odbierze.
Po odebraniu leków szatyna, blondyn opuścił gabinet lekarski i udał się do własnego mieszkania.Tam przywitał się z niesfornym towarzyszem,a mianowicie swoim ukochanym kotem.Nakarmił kota i wziął go na ręce.Po chwili usadowił zwierzę w transporterze i zamknąwszy drzwiczki zabrał transporter ze sobą i ruszył w stronę domu rodzinnego.Domu swoich rodziców.
Szatyn tymczasem kontynuował czekanie, aż ukochana matka odbierze telefon.Nie da się ukryć, że nadal bał się tej rozmowy.
MiA odtransportował kota do rodziców.Nie został u nich długo.Głownie dlatego, ze czekała go dość długa droga powrotna.A do tego zbliżała się pora obiadu.A on?No cóż, nie chciał zostawiać wokalisty zbyt długo samego w tym stanie...
Kiedy tylko starsza kobieta, matka szatyna odebrała telefon wokalista rozpoczął rozmowę na temat ojca.Obrażał go za to, jak potraktował jego i jego matkę.Zapytał ją o to czy ojczulek raczył się odezwać.Czy płaci obiecane alimenty i inne takie pierdoły...Aż w końcu wyznał jej, że choruje.I że nie nie ma dla niego szans na przeżycie.
Po jakimś czasie blondyn powrócił do mieszkania ukochanego.Oczywistym było to, że perkusista oraz basista już się do niego dobijali by poznać powód dla którego ani gitarzysta ani wokalista nie stawili się tego dnia na próbie.Oczywiście nie wiedzieli o tym, że nie ma próby.Albo też o tym zapomnieli.Dlatego też blondyn w SMS-ie wyjaśnił im, że ich kochany wokalista potrzebuje odpoczynku.
Tymczasem Tsuzuku leżał z przymkniętymi oczami okryty starannie pościelą.Nie chciał denerwować ukochanego.Co do ojca, jak zwykle...nie płacił i nie odzywał się do swojej byłej żony.Cała ta sytuacja doprowadzała 25-latka do szału!Jego własny ojciec bardziej dbał o tę swoją lafiryndę niż o matkę swojego pierworodnego dziecka!
Blondynek wrócił niedługo po tym.Jego jasne włosy były zmierzwione wiatrem.Skóra blada, jak zwykle.Policzki pokryte lekkim rumieńcem powstałym pod wpływem przenikliwego chłodu.Odgarnął z twarzy zbłąkane kosmyki i udał się do kuchni w celu przygotowania jakiegoś obiadu.Ale przedtem przygotował odpowiednią dawkę odpowiednich leków oraz szklankę wody.
Szatyn zaś ciekaw był czy reszta ich skomplikowanej "rodzinki" dziwaków odczytała SMS-a.Wiedział, że gitarzysta to zrobił ponieważ teraz miał go u swego boku.No może nie konkretnie w tym momencie, ale nie czepiajmy się szczegółów.Wstał i powoli udał się do łazienki w celu przemycia twarzy chłodną wodą.
Postawił wszystko na szafce nocnej.Sam zaś wyszedł z pomieszczenia i udał się do kuchni by jak najszybciej przygotować mu obiad.Było już późne południe i wypadało się zająć przygotowaniem ów obiadu.Zwłaszcza, że wokalista zapewne był już głodny.
On tymczasem opuścił cztery ściany łazienki.Oczywiście tam przebrał się bo nie wypadałoby ażeby chodził cały dzień w ubraniach pełniących rolę jego piżamy.Wrócił do sypialni, a jego wzrok padł na dość dużą tabletkę spoczywającą na blacie stołu.Podniósł ją i wsunął sobie do ust po czym połknął i popił ją.
Blondyn przygotował obiad.Tym razem postanowił przygotować ramen.Związał włosy w koński ogon i zaczął przygotowywać wszystkie potrzebne mu do tego składniki.Oczywistym było, że wszelkie składniki kupił na zakupach, które zrobił przed powrotem do domu.
Zaś wokalista spoglądał na okno.A właściwie na to co kryło się na stosunkowo cienką, ścianę szkła.Zastanawiał się czy pozostała dwójka odczytała ów SMS-a, czy też po raz kolejny poszła na próbę, której nie było...Jednak jego rozmyślenia przerwało pojawienie się blondyna.Przeniósł wzrok na ukochanego, który postawił przed nim, na nocnej szafce, miskę ramenu.Podziękował ukochanemu i zaczął jeść przygotowany przezeń ramen.
Blondynek zaś, w czasie kiedy ten spożywał obiad, zrobił pranie oraz trochę posprzątał w domu.Zajął się obowiązkami domowymi.Trwał przy tym do późnego wieczora, kiedy to udał się do kuchni.Chciał przygotować mu kolację.Ale kiedy się okazało, że szatyn był w kuchni i przygotowywał sobie lekką sałatkę, blondyn był zaskoczony.
-Mogłeś mi powiedzieć, że jesteś głodny.Zrobiłbym ci coś...-wyszeptał.
-Nie byłem aż tak głodny.Miałem ochotę zrobić sobie sałatkę.Poza tym będę musiał jeść więcej warzyw i owoców - wyszeptał o dziwo ze spokojem. - A w ogóle pisałem wczoraj do waszej trójki.Ciekaw jestem czy przeczytali tego SMS-a czy znowu padli ofiarą złośliwości rzeczy martwych...
-No dobrze, ale mimo wszystko mogłeś mi powiedzieć.Dobrze wiesz, że lekarz zabronił ci się za bardzo przemęczać.A najlepiej byś w ogóle tego nie robił - wyszeptał patrząc na niego.Zazwyczaj, w takiej sytuacji, wokalista wybuchał gniewem.Wręcz tracił nad swoją furią kontrolę.A teraz?Był wręcz nadgorliwie spokojny.
-Koichiemu padła bateria, a Meto zapomniał telefonu...
-Czyli to samo co zawsze.Ciekaw jestem czy gdyby się paliło nasze królewny byłyby w podobnej sytuacji -wręcz prychnął.Sięgnął po widelec i zaczął jeść. - Kotku...dobrze wiesz, że nie lubię być nieaktywny...Chcę się wyszaleć póki jeszcze mogę...-wyszeptał patrząc mu w oczy.A co idzie o jego wybuchy gniewu, to nawet nie tłumił takiego ataku.Po prostu był w pełni spokojny.
-Proszę, przestań już...Każdemu się może zdarzyć.Zresztą znasz ich.Oni żyją w nieco innym świecie...Co zaś idzie o twoją niechęć do leżenia, to wiem o tym, ale mimo wszystko lepiej się oszczędzaj.Nie wiesz jak to naprawdę będzie...Zawsze może ci się pogorszyć z dnia na dzień-wyszeptał i spuścił wzrok.Nadal nie wierzył w to, że to się tak zakończy.Przyjaźnili się.Mimo jego zachowań i postawy, pozostawali przyjaciółmi.A teraz?To wszystko miało się zakończyć tak nagle...To aż nie do pomyślenia.
Wokalista spojrzał na gitarzystę.Wiedział, że blondynek ma racje .Zjadł do końca swoja sałatkę, odłożył miseczkę i podszedł do niego.Spojrzał mu w oczy i objął go jedną ręką przyciągając do siebie delikatnie-Wiem, że się o mnie boisz MiA-kun.Uwierz mi, ja też...W końcu starce wszystko, to co kocham miłość do śpiewania, nasze koncerty, backstage, nasze wygłupy, imprezy po udanych koncertach...Was, w tym ciebie...Jednak najbardziej będzie mi żal mojej mamy.Zostanie sama bo ojczulek woli się zabawiać z jakąś młodą siksą, która mnie nie znosiła gdy bylem nastolatkiem zresztą ze wzajemnością .
Patrzył gdzieś w bok do momentu gdy ten pokonał dzielącą ich odległość i gdy poczuł jego ramię oplatające go w pasie.Wtedy to uniósł na niego wzrok swych brązowych oczu i spojrzał wprost w jego ciemne oczy.Położył dłonie na jego klatce piersiowej słuchając jego słów.
-Wiem jak się czujesz...Dzisiaj jesteś gwiazdą muzyczną, a jutro...będziesz leżał już martwy w grobie.I po prostu wszystko tak nagle stracisz...
-Dokładnie tak jest jak mówisz...mam tylko nadzieję, że nim to się stanie, zrobię jeszcze jedną rzecz, którą tak bardzo pragnąłem zrobić-dotknął palcem jego ust.Obserwował przy tym jak policzki gitarzysty oblewa lekki rumieniec.Patrzył prosto w oczy blondyna, który rozchylił odrobinę wargi.To było kuszące.Nie widząc protestu ze strony gitarzysty pochylił się nad nim i pocałował w te miękkie, malinowe usta smakując ich.Przymknął oczy całując ukochanego subtelnie by go nie spłoszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz