czwartek, 17 grudnia 2015

Wybaczcie...

Cześć ludzie!
Dzisiaj przyszło mi powiedzieć to, czego się nie spodziewałam teraz powiedzieć.Zawieszam bloga z powodów osobistych.Nie mogę podać wam powodów, przepraszam.To zbyt bolesne, a poza tym obiecałam nie mówić.Postaram się wrócić na tyle szybko na ile będę w stanie, a tym czasem...Do zobaczenia.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Pogadanka #2 -Ewa Tylman.Tragedia dla rodziny beką dla większości Poznaniaków.Żałosne -.-

Od jakiegoś czasu głośno jest w Poznaniu o zaginięciu młodej kobiety, wspomnianej w tytule Ewy Tylman.I co w związku z tym?Oczywiście Poznań musiał pokazać jak bardzo nie odróżnia się od reszty narodu polskiego i musiały paść komentarze typu:
Sprawdzcie jej fejsbuczka! Słitaśne foteczki jak widać lubiła robić to i wpadniecie na trop!
 "165 cm, waga ok. 60 kg i szczupłej budowy ciała " cos tu nie gra
 A czy ona juz wie ze zaginela.....czy dalej przyklejona do tego telefonika?
Ludzie, ja rozumiem, że dla was to kolejny powód do beki.Że macie na to wyjebane.Ale spójrzcie na to z innej perspektywy!Jej rodzina cierpi,martwi się o nią!A wy?Zachowujecie się gorzej niż współczesne, rozpieszczone bachory z przedszkola, które obrażają młodzież jadąc im od bamberów podczas gdy sami wyglądają jak zwykłe no nie da się ukryć, że kurwy!

Czepiacie się byle gówna by zakozaczyć.Ludzie, kurwa ogarnijcie dupy!To jest tragedia dla rodziny tej dziewczyny!Chcecie cisnąć bekę?Znajdźcie sobie inny temat!W moich oczach jesteście jeszcze mniej warci niż przestępcy.Bo oni chociaż ponoszą karę za swoje czyny!A wy?Krzywdzicie takimi komentarzami innych ludzi, ale tej kary nie ponosicie.Jesteście żałośni!Nie wszyscy oczywiście.Popieram osoby, które w takiej sytuacji nie myślą tylko o swoim fame'ie.A współczują tej rodzinie!Życzą im jak najlepiej!Polska chce uchodzić za kraj przyjazny?Z takim podejściem nie macie co na to liczyć!

niedziela, 8 listopada 2015

Ogłoszenie odnośnie ostatniej notki!

Cześć kochani!
Dzisiaj mam dla was ważne pytanie.Chodzi mi głównie o ostatnią notkę.szykuję już dla was Drugą Część.Niestety nie wyszło to tak jak chciałam i w wyniku tego zamiast HAPPY END-u powstał SAD END.Sama nie wiem, który by wam przypadł do gustu dlatego dodam oba i mam nadzieje, że wypowiecie się na temat tego, które z nich wolicie.
Z mojej strony to na dzisiaj tyle.
Do zobaczenia! : )

czwartek, 5 listopada 2015

Winter Love Story - Pierwsze urodziny Bloga!-Part 1

Paring: Tsuzuku x MiA
Ostrzeżenia: Sceny Erotyczne
Przedział wiekowy: +16
Beta: Brak
No cóż, nie mogę powiedzieć, że wyszło idealnie, ponieważ nie jestem dobra w roli seme.Scenka pisana była w duecie z moją wspólniczką od serii, za którą to współpracę jej dziękuję.No cóż, notka podzielona będzie na dwie części.Mam nadzieję, ze się wam spodoba.Dokładny opis scen erotycznych znajdzie się w drugiej części.Zapraszam!

Znali się właściwie od dziecka.Pomimo różnicy trzech lat bardzo dobrze się dogadywali.Byli wręcz nie rozłączni.Zawsze razem niczym bracia.Dwoje najlepszych przyjaciół.Spędzili ze sobą kilka wspaniałych lat.Aż do tego feralnego dnia...Dnia w którym widzieli się po raz ostatni Po raz ostatni na wiele lat.To była zima.Grudniowe popołudnie po szkole.Mieli się spotkać w parku w którym zawsze się widywali.Padał śnieg.Delikatny puch delikatnie otulał swymi płatkami ziemię.Wysoki szatyn czekał na swego towarzysza w ich miejscu.

Blondynek zjawił się niedługo później.Nie nosił czapki.Uważał ją za zbędną i niepotrzebną.Płatki śniegu osiadły w jego półdługich blond włosach.Szatyn odwrócił się do niego przodem i spojrzał na towarzysza krytycznie niemo wytykając mu brak czapki.Blondyn w odpowiedzi nadął policzki i skrzyżował na piersi ramiona.W jego wykonaniu wyglądało to zabawnie, ale przy tym uroczo.Przynajmniej zdaniem wyższego z dwojga nastolatków.Zaśmiał się melodyjnie czemu zawtórowało prychnięcie blondyna.
-MiA -szatyn spojrzał na przyjaciela z uśmiechem.-Naprawdę powinieneś nosić tę czapkę.Przeziębisz się.
-Znowu zaczynasz?-Blondynek uniósł brew.Po chwili jednak westchnął cicho i spuścił wzrok spoglądając na bałwana, który opodal odnalazł swoje "schronienie".Szatyn od razu wyczuł, że coś jest nie tak.Ujął podbródek przyjaciela i skierował jego twarz w swoją stronę.
-Blondi, co jest?-Zapytał wyraźnie zmartwiony.Po chwili z kącików oczu blondyna, na jego blade policzki, spłynęły łzy.Starszy delikatnie starł mu łzy z policzków.
-Tsu...Moi rodzice...My...Wyprowadzamy się!-Wyszeptał, a na jego policzki spłynęły kolejne potoki łez.Szatyn zamarł na dźwięk tych słów.Jego najlepszy przyjaciel...wyprowadzał się.Po tylu latach spędzonych wspólnie...Tyle wspomnień, planów...I teraz to miało tak po prostu pójść w zapomnienie?
-Ale MiA.Jak to?Dlaczego?-Słowa wypłynęły z niego niczym potok.Chciał, właściwie musiał znać na nie odpowiedzi.Powolnym, delikatnym ruchem starł z policzków przyjaciela łzy i przytulił go do siebie.Czół ciepło bijące od ciała przyjaciela.Ciepło, które dawało mu poczucie szczęścia...
-Mój ojciec...dostał lepsza ofertę - to wystarczyło za odpowiedź.Wszystko było już jasne.Rodzice blondyna nigdy nie zarabiali zbyt wiele.Można by powiedzieć, że zarabiali mniej niż przewidywała ustawa.Ale blondynowi to nigdy nie przeszkadzało.Nie skarżył się na dotychczasowe warunki.Co więcej pogodził się już z nimi.Żył tak przez całe życie...A teraz?Miał opuścić najlepszego przyjaciela jakiego miał.Między nimi przez dłuższą chwilę trwało niczym niezmącone milczenie.
-MiA...Muszę ci coś wyznać nim...cię stracę- szatyn spojrzał blondynowi głęboko w oczy.Można by rzec, ze zachwycał się głębią brązowych oczu przyjaciela.Ich barwą.Później zsunął wzrok na jego usta.Pełne, lekko rozchylone, kuszące...Wzrokiem zaraz wrócił do jego oczu.Spojrzał w nie ponownie by w chwilę później pochylić się nad nim i złożyć na jego ustach czuły, subtelny pocałunek.Pocałunek, który wyrażał jego miłość do blondyna.Nieuniknioną tęsknotę po jego utracie.Ale przede wszystkim ów miłość, którą darzył przyjaciela od lat.
Gdy zabrakło im tchu odsunęli się od siebie by zaczerpnąć świeżego, zimowego, rześkiego powietrza.Blondynek wtulił się jedynie w przyjaciela.Już jutro mieli się rozdzielić.Blondyn był za młody by zostać z ukochanym.Podlegał woli rodziców.Nie buntował się, ponieważ...kochał swoich rodziców i nie chciał sprawiać im bólu po tym co mu dali.Jak bardzo się dla niego poświęcili.Tę noc jednak postanowili spędzić razem.Rodzice młodszego nie mili nic przeciwko temu.Rodzice szatyna zaś pozwalali mu na wiele.Nie musiał nawet pytać o zgodę.Udali się zatem do jednego z pobliskich hoteli.Weszli do recepcji gdzie szatyn załatwił wszelkie formalności związane z wynajęciem pokoju hotelowego na jedną noc.Ich pierwszą i ostatnią przed rozstaniem.
Szatyn, po wynajęciu dla nich pokoju ujął dłoń blondyna w subtelnym uścisku i pociągnął go w stronę windy,otworzył drzwi i wciągnął ukochanego za dłoń do środka.Wcisnął przycisk z odpowiednim piętrem i przygarnął ukochanego do siebie.Wargami zaledwie musnął jego czoło.Blondynek zaś lekko zadrżał pod wpływem dotyku przyszłego kochanka.Jednakże dłużej nie był w stanie mu się opierać.Zdawszy sobie sprawę z faktu, że też kocha szatyna, zarzucił mu ramiona na szyję i zwarł się z ciałem ukochanego.Szatyn w odpowiedzi na to przesunął dłońmi wzdłuż jego ciała i zsunął dłonie na jego uda by po chwili unieść go delikatnie.Drzwi otworzyły się na odpowiednim piętrze wyniósł go z windy i podszedł do drzwi ich pokoju.Otworzył je i wniósł blondyna do środka.Blondyn w tym czasie zaczął pieścić twarz kochanka drobnymi pocałunkami aż dotarł do jego ust w które się namiętnie wpił.Tak jakby chciał zapamiętać ich kształt,smak i strukturę.Szatyn zaś zamknął za nimi drzwi i odwzajemnił pocałunek blondyna z początku subtelnie, a później bardziej namiętnie by wyrazić to jak bardzo go kocha.Blondynek w tym czasie rozchylił wargi w pełni oddając się pieszczocie.Był w pełni uległy woli czarnowłosego.Obezwładniało go ciepło bijące od ciała ukochanego, ich zmieszane se sobą feromony.buzujące hormony i narastające podniecenie.Tsu wsunął swój rozcięty język między jego wargi i zaczepiał języczek ukochanego by zachęcić go do wspólnej zabawy.Po chwili jednak uwięził jego języczek między połówkami własnego.Odpowiedział mu pomruk blondyna, który jednak zatonął w ich pocałunku.Jednakże po chwili zaprzestał całowania jego ust i zaczął składać delikatne pocałunki wzdłuż jego żuchwy, a stamtąd zejść z pocałunkami jego wrażliwą szyję.W odpowiedzi uzyskał rozkoszne westchnienia blondyna, który odchylił głowę z lekka w bok.
W czasie gdy szatyn pieścił jego szyję, gdzieniegdzie pozostawiając ślady swej bytności z postaci malinek, a blondyn wsunął swe chłodne dłonie pod t-shirt kochanka.Chłodne palce blondyna przesuwały się po rozgrzanej skórze wyższego.W odpowiedzi na jego dotyk, szatyn lekko przygryzł jego dolną wargę i pociągnął go subtelnie.Nie chciał spłoszyć młodszego o 3 lata ukochanego.Wiedział, że blondynek nigdy tego nie robił.Chciał zatem by jego pierwszy raz był delikatną grą namiętności z przyjemnością.Miłości jako uczucia i przeżyć fizycznych.Dlatego też hamował swe seksualne żądze.Swe pragnienie by tylko upiększyć pierwszy raz ukochanego.W miarę postępowania tej erotycznej gry na podłodze znajdowały się kolejne części garderoby.Zaś sami kochankowie zwarli się w fizycznym aspekcie miłości.

niedziela, 4 października 2015

Urodzinki!

Jej, to już rok.Ten czas stanowczo minął bardzo szybko.A z okazji pierwszych urodzin tego bloga chcę wam podziękować oraz życzyć wam wszystkim, którzy to czytacie wszystkiego co najlepsze, ponieważ to wy tworzycie tego bloga.Pragnę również podziękować wszystkim ludziom, którzy znają mnie  osobiście i zachęcają do rozwijania się w tym kierunku (przyjaciele ze szkoły,osiedla,bloku,nauczyciele).To wy tworzycie to wszystko i to dzięki wam nadal to robię.Równocześnie chcę na forum publicznym życzyć mojej Najlepszej Przyjaciółce, która w  ten piątek uległa kontuzji.Wracaj do zdrowia Perełko.Wiem, że dasz radę!Jesteś silna jak nikt :D Dziękuję ~;)
Co do urodzinowej notki, nie dałam rady jej na dzisiaj skończyć z powodu napięto planu zajęć , licznych kartkówek,zadań domowych,nadmiaru pracy i spraw rodzinnych.Notka jest w przygotowaniu i postaram się ją dodać jak najszybciej.Przepraszam za to, ale obiecuję ją dodać najszybciej jak będę mogła.
I jeszcze raz, wszystkiego Najlepszego! 

                          

piątek, 11 września 2015

The End of Life

Paring: Nieznany
Zespół: Nieznane
Ostrzeżenia: Śmierć
Beta: Brak
Dzisiaj miałam najtrudniejszy dzień w swoim życiu.To ma pomóc mi podzielić się tym  i uwolnić się od tego co czuję...Czuje się jakbym straciła przyjaciółkę...Nie chcę tym nikogo atakować ani się żalić.Chcę wyrazić to co czuje...Niestety jest to bardzo krótkie, ale jestem zmęczona,a co za tym idzie załamana.Oficjalny one-shot jest w przygotowaniu...Zapraszam.

Siedzę.Skryty w mroku.Kryształowe łzy spływały mi po policzkach kończąc swą drogę w materiale mojej koszulki i tym samym ją mocząc.Nie obchodziło mnie to zanadto.To nie było teraz ważne.Dlaczego płakałem?Przez ciebie.Oskarżyłeś mnie o coś, co mnie nie dotyczyło.Co nie było moją winą.A ty?Wolałeś mnie oskarżyć pomimo lat naszej przyjaźni.I co było tego powodem?Jeden z moich błędów.Nie chciałem tego.Chciałem jej tylko pomóc.Była moją przyjaciółką, chciałem dla niej jak najlepiej.A ty?Zaatakowałeś mnie z powodu głupiego nieporozumienia.

Ty: Ponoć kazałeś jej przyznawać się do jej orientacji?I co?Są screen'y na których widać jak było!Jesteś żałosny!
Ja: Nie rozumiesz!Chciałem dla niej dobrze.Nie kazałem jej tego robić.Prosiłem ją by zrobiła to jeżeli uważa to za słuszne ;c
Ty: Wiesz co?Spierdalaj.Nie jesteś już moim kumplem.Żegnam.

Zraniło mnie to.Nawet nie wiesz jak bardzo.Odebrałeś mi radość życia.Odebrałeś mi najlepszego przyjaciela.Odebrałeś mi swoją przyjaźń.A wiesz co jest najgorsze?Zrobiłbym dla ciebie wszystko.Skoczył w ogień.Odebrał sobie za ciebie życie.Oddał wszystko.
A teraz?Zostawiłeś mnie.Samego.Pośród tego powszechnego syfu i ludzi, którzy tylko czekają na to by mnie zniszczyć.Jeśli to był twój cel to ci się udało.Pozwoliłeś by podzieliło nas zrządzenie losu.
Powoli opadłem na łóżko i rozpłakałem się.Znowu.Na kilka sekund powstrzymałem łzy.A teraz?Znowu cierpienie wzięło nade mną górę.Sięgnąłem w stronę szafki nocnej i uniosłem drobną, metalową żyletkę.Zacząłem nią pisać na swojej skórze list.Ostatni w swoim życiu.Ostrze zatapiało się w mojej skórze niczym w maśle.
Wszedłem na swój profil i na tablicy zacząłem pisać swój oficjalny list.Oto jego treść:

Cześć!
Piszę to jako mój ostatni list.Pragnę wszystkich przeprosić za to, że się urodziłem.Ale pragnę też przeprosić za wszystkie swoje błędy, których w życiu się dopełniłem.Szczególnie przepraszam ciebie, siostrzyczko.Źle ci doradziłem i przez to zniszczyłem ci życie.Przepraszam.Ale już nigdy nie popełnię tego błędu.
Żegnajcie!

Moje powieki opadły, a moje ciało opanowało zimno.Chłód nie dawał za wygraną.Moje ciało opuszczały wszelkiego rodzaju siły.Umierałem.Z powodu nieporozumienia.Z powodu czegoś co było pomyłką.
Żegnajcie..."przyjaciele"...

wtorek, 25 sierpnia 2015

Pogadanka #1

Cześć ludzie.Dzisiaj pragnę poruszyć bardzo ważny dla mnie temat.Mianowicie wiele osób, które znam mniej lub bardziej osobiście pytało mnie co sądzę o skaryfikacji na twarzy, co bezpośrednio odnosi się do POPKA z Gangu Albanii oraz jego naśladowców.Oczywiście posypało się też wiele hejtów w internecie na ten temat.Obrażano nie tylko Karola, ale również Wojtka z Warsaw Shore.A zatem powiedzcie mi, po co to wszystko?Po co hejtujecie tych ludzi?To ich decyzja.Ich sprawa i przede wszystkim ich przekaz.To oni w ten sposób wyrażają siebie, a co to tobie przeszkadza, co?W jakiś sposób cie to krzywdzi?Przytoczę tu słowa pewnej internautki:
to nie jest zazdrość, tylko przerażenie. zdrowi psychicznie ludzie nie mają potrzeby się okaleczać, uwierz mi. zdrowy człowiek kocha swoje ciało i o nie dba jako o część siebie. chęć bycia oryginalnym za wszelką cenę nie jest normalna. chcesz na przykład, żeby jakiś przypadkowy gość w autobusie pociął ci twarz żyletką? chcesz ran od wybuchu bomby? pożaru? pogryzienia przez dzikie zwierzę? instynktownie uciekamy od takich rzeczy nie bez powodu. na pewno nie po to, żeby zrobić sobie to samo w gabinecie, za kasę, z dorobioną ideologią...
 I to mówi  kobieta, która zapewne gówno wie na ten temat.Osoby z depresją, do których niestety należę, samo okaleczają się,ponieważ czują się niepotrzebne.A jej komentarz?Doszczętnie mnie zranił.Ponieważ samookaleczam się.I tak, planuję za rok, po osiągnięciu pełnoletności skaryfikację twarzy.Tutaj przytoczę słowa innego hejtera:
sztuka - raczej głupota do potęgi i to w wykonaniu psychopatów. Psychiatrzy o tym wiedzą najlepiej, takie indywiduum zje własną kupę aby tylko zaistnieć
 No i proszę.Psychopaci to osoby chore.Jestem ciekawa, czy ten internauta napisałby coś podobnego gdyby ktoś z jego rodziny cierpiał na jakąś chorobę psychiczną.Moim zdaniem to jak ten mężczyzna się zachował jest podłe.Nie toleruje ludzi chorych.Ośmielę się rzec, że ich nawet nie rozumie.Kolejny:

Teraz wiadomo ,dlaczego jest coraz większe zapotrzebowanie na psychiatrów!!! Pacjentów przybywa!!!
I jak tu Polska ma się stać krajem otwartym i przyjaznym kiedy takie osoby hejtują kogo popadnie byleby tylko zaistnieć?No przepraszam bardzo, ale to mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że ten kraj to jeden wielki syf pełen homofobów,hejterów i kłamców.
Ja chcę stad uciec jak najdalej.Na co dzień spotykam się odrazą do bezdomnych i biednych.Ze złym traktowaniem zwierząt.Z hejtami na temat wyglądu.Żyjemy w świecie zaślepionym przez chęć zabłyśnięcia w internecie.I po co?To tylko chwilowa sława i nic więcej.A przez to wielu ludzi może cierpieć.Bo co?Ktoś jest homo?Bo jest chory?Bo wyrażą siebie w ten czy w inny sposób?Hejtujecie wszystkich.Youtuberów,polityków osoby publiczne jak tylko i gdzie tylko się da.I myślicie, ze to jest dobre?Otóż nie jest. I jeżeli zamierzacie dalej tak żyć to gratuluję spojrzenia na świat, ale kiedyś to wy będziecie ofiarami hejtów.A wtedy nikt wam nie pomorze bo to wy wcześniej byliście hejterami.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Och Słodka Śmierci...!~

Paring: Nieznany
Zespół: Nieznane
Ostrzeżenia: Śmierć
Beta: Brak
To nie będzie nic długiego.Ot przelanie tutaj uczuć kilku minionych dni i przemyśleń z wielu lat walki z depresją i stratą ukochanej osoby.

Późna noc opatuliła go swymi ciemnymi ramionami.Skryła go pośród mroku i opatuliła płaszczem nieskazitelnej czerni ciemnego Nieba.Trwał skryty w mroku czterech tak dobrze znanych sobie ścian małego domostwa na przedmieściach Tokio.Był sam w domu.Domu, który dzielił z matką  i nowym facetem.Obecnie pozostał w domu sam napawając się samotnością.Matka i jej nowy chłopak znęcali się nad nim.Fizycznie i psychicznie.Co do ojca, miał go w dupie.Założył sobie nową rodzinę, a rodzonego, pierworodnego syna miał właściwie gdzieś.
Wyciągnął chudą. kościstą dłoń w stronę nocnej szafki i podniósł z niej mały, stalowy, błyszczący w świetle gwiazd i księżyca przedmiot.Żyletka.Jago jedyna prawdziwa przyjaciółka...Poza NIM.Zamknął oczy, a spod jego zaciśniętych powiek na policzki spłynęła para srebrzystych kropli.Łzy.Po raz kolejny zawiódł sam siebie.Nocną ciszę przerwał cichy,zduszony szloch.W chwilę później kolejny.
-Jestem nikim.Zwykłym śmieciem.Lepiej by było gdybym zdechł!-Wykrzyczał z rozpaczą tak intensywną, że bezpański pies, biegający po ulicy zawył żałośnie.
Miłość?Czymże jest miłość w świecie przepełnionym cierpieniem i bólem?Depresja.To dzięki niej widział świat takim, jakim on był naprawdę.Brudny.Szary.OKRUTNY.
-Odebraliście mi wszystko!Czego wy jeszcze ode mnie chcecie?! -Wykrzyczał po raz kolejny.Tym razem jego żal wywabił małą, szarą myszkę.Zwierzątko przyglądało się przez chwilę postaci siedzącej naprzeciwko niej na podłodze.Po chwili jednak mała istotka uległa agonii.Agonii spowodowanej pęknięciem drobnego serduszka pod wpływem żalu.
Żyletka rozorała bladą skórę plamiąc nieskazitelną biel szkarłatem płynu życia.Przez otwarte okno do pokoju wpadło światło księżyca.Nawet Luna zdawała się  płakać nad losem młodego chłopaka, który oddał swe życie w akcie ostatecznej destrukcji.Krew spływała szybko odbierając wątłemu ciału siły i powoli zamykając lazurowe, smutne oczy.Oto nadszedł Kosiarz.Koścista postać wyciągnęła kościstą dłoń i przyciągnął do piersi duszę wątłego, martwego już chłopaka.
-Spokojnie.Teraz już nikt z nich nie wyrządzi ci krzywdy...-Wyszeptał Kosiarz łagodnie przytulając do piersi umęczoną duszę.
Tak oto zakończył się żywot osoby wyklętej przez społeczeństwo,rodzinę i przyjaciół.Na pogrzebie chłopaka było dużo łez,wspomnień i udawanej miłości dla dziecka, które nigdy jej nie zaznało.Nie w takim stopniu, w jakim jej potrzebowało...

czwartek, 25 czerwca 2015

Ku Pamięci

Dzisiaj miałam dodać posta.Ot takiego one-shota.Ale po tym, co wydarzyło się dzisiaj rano nie jestem w stanie tego zrobić.W dzień moich 17-stych urodzin na moich oczach zginął człowiek.To zupełnie odebrało mi chęć do pisania czegokolwiek.Zwłaszcza, ze ów mężczyzna zmarł na moich oczach.Pragnę tutaj złożyć najszczersze kondolencje jego rodzinie, bliskim, znajomym, przyjaciołom i innym osobom, które miały okazje go poznać i zakomunikować im, że łącze się z nimi w bólu.
Poniżej pozostawiam link do artykuły odnoszącego się do tego wypadku:
http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3913065,grunwaldzka-w-zderzeniu-z-autem-zginal-motocyklista-zdjecia,id,t.html

sobota, 13 czerwca 2015

Bo niekiedy sen staje się rzeczywistością. ~

Paring: Koichi x Karma
Zespół: Mejibray/AvelCain
Ostrzeżenia: Sceny erotyczne, gwałt, przekleństwa
Beta: Brak
Tak jakoś mnie naszło więc to napisałam.Wiem, krótkie, ale pisałam to na szybko póki miałam czas i wenę by to napisać i na bank skończyć.No, to mam nadzieję, ze się spodoba ;)

***

Kolejny dzień i kolejna upłynęła już noc.Różowowłosy ułożył się samotnie na łóżku pokrytym czarną pościelą.Jego blada skóra wyraźnie odznaczała się na tym tle, a pastelowo różowe włosy rozsypały się na aksamitnym materiale.Powieki opadały mu niemiłosiernie ukrywając ciemne oczy.Ale basista starał się powstrzymać senność.Nie chciał po raz kolejny przeżywać tego samego snu.Jednakże sen był silniejszy i już po chwili zmęczone powieki, wbrew woli Koichi'ego, opadły w wyniku czego mężczyzna zapadł w sen.

Uniósł powieki i rozejrzał się po pokoju.Znajdował się w sali prób.Ale nie swojego zespołu.To z pewnością nie była ich sala.Po chwili dojrzał ludzką sylwetkę skrytą w ciemnym kącie pokoju.Ostrożnie uniósł się do siadu cały czas obserwując sylwetkę odcinającą się głębszą czernią na tle mroku.Zapatrzony w sylwetkę nie zauważył kiedy ta się do niego zbliżyła.Długie czarne włosy okalały blada twarz mężczyzny i opadały na ramiona.Szatyn był odrobinę niższy od basisty.ale mimo to bez problemu powalił go na kanapę i przygniótł własnym ciałem.Przytrzymał nadgarstki chłopaka jedną dłonią.Jego uścisk była stalowy.Przyglądał się wyższemu przez chwilę z błyskiem w chłodnych oczach.Po chwili uniósł wzrok, a wzrok basisty powędrował w ślad za spojrzeniem mężczyzny.Ujrzał lalkę siedzącą na oparciu kanapy.Czół się coraz dziwniej.Kiedy ponownie przeniósł wzrok na szatyna jego twarz wykrzywiał pełen pogardy uśmiech.Koichi wiedziony instynktem  szarpnął się próbując uwolnić, ale na marne.Mężczyzna zaśmiał się jedynie melodyjnie, ale przy tym... upiornie.
-P-puść mnie...Proszę- wyszeptał.Do oczu cisnęły mu się łzy, a jedyną odpowiedzią jaką otrzymał był śmiech wokalisty.
-Puszczę cię-odpowiedział.-Ale dopiero kiedy skończymy się bawić-dodał, a jego twarz wykrzywił trudny do opisania uśmiech.W chwilę później różowy poczuł miękkie wargi swego oprawcy na swoich.Wargi szatyna wręcz miażdżył wargi basisty.Ten ponownie zaczął się szarpać, a po jego policzkach spływały łzy.Szatyn zdawał się tego w ogóle nie zauważać.Docisnął mocniej dłonie wyższego do kanapy i zszedł z pocałunkami na jego szyję.Pozostawił tam kilka malinek i związał dłonie basisty z pomocą liny, którą wyjął wręcz znikąd.Dzięki temu miał obie dłonie wolne i mógł lepiej zająć się swoją ofiarą.Zdarł z niego koszulkę i zaczął oznaczać tors kochanka malinkami.Po chwili jednak zajął się sutkami basisty.Lizał,ssał i podgryzał je na przemian słuchając jęków i błagań mężczyzny o to, by dał mu spokój.Na szczęście, a może nieszczęście, różowego znudziło mu się to dość szybko.Wtedy to zszedł z pocałunkami niżej, na brzuch i podbrzusze swej dziwki, jakim to mianem niemo go obdarzył.Szybkim ruchem pozbył się spodni mężczyzny wraz z bokserkami.Odwrócił go tyłem do siebie i uniósł jego biodra.Zawiązał przepaskę na oczach lalki po czym sam pozbył się dolnej części swoich ubrań.
Wbił się w odbyt kochanka swoim penisem.Słysząc jęk bólu, który wydobył się z ust kochanka, podniecił się tylko jeszcze bardziej.Uwielbiał kiedy jego ofiary cierpiały.Poruszał się w nim szybko i przytrzymywał go by ten nie osunął się za nadto.Po udach basisty spływała krew...

Basista podniósł się do siadu zlany potem.Pospiesznie rozejrzał się po pokoju by upewnić się, że nic mu nie zagraża.Był sam w pokoju.U jego boku spoczywały jedynie trzy koty, jego ukochane pupilki.Ani śladu oprawcy ze snu.Uspokojony opadł ponownie na plecy wpatrując się w sufit.Tej nocy już nie zasnął.A rano musiał przygotował się do spotkania z managerem i resztą zespołu w jakiejś ważnej sprawie.Dlatego też o świcie udał się do łazienki i wziął szybki prysznic.Starł ze swojego ciała krople wody.Wytarł i wysuszył włosy.Ubrał się i uczesał włosy.Zrobił lekki makijaż i wyszedł z domu.Czas szybko mu minął i nadszedł czas by udał się do studia.Jak się okazało spóźnił się nieco.Kiedy wszedł do sali siedział tam ich manager,reszta zespołu i inny zespół.Przyjrzał się tamtym badawczo i w jednym z nich, szatynie, nieco podobnym do Tsuzuku, który trzymał w dłoniach lalkę rozpoznał mężczyznę ze swoich snów.Instynkt kazał mu uciekać, ale powstrzymał podszepty mózgu i usiadł na wolnym krześle.Cały czas czas czół świdrujące go spojrzenie tamtego mężczyzny.Marzył tylko o tym by to się nareszcie skoczyło.By mógł wrócić do domu.Bał się, ale z drugiej strony mężczyzna go pociągał.Kiedy to spotkanie dobiegł już końca wyszedł pospiesznie i ruszył w stronę domu.Szedł powoli, bez pośpiechu by nie wzbudzać niczyich podejrzeń.Kiedy szedł ulicą nagle poczuł czyjąś dłoń i nim zdążył wydobyć z siebie głos został wciągnięty do samochodu i ogłuszony.Kiedy się obudził znajdował się w tej samej sali, która śniła mu się poprzedniej nocy oraz wiele nocy wcześniej.Wiedział jednak, ze tym razem to nie był sen.To była rzeczywistość.

piątek, 22 maja 2015

Śmierć jest okrutna, odbierając nam tych, na których zależy nam najbardziej -Rozdział 3

Paring: MiA x Tsuzuku
Zespół: Mejibray
Ostrzeżenia: Śmierć, Smutne
Beta: Brak
Kolory: MiA Tsuzuku

Przepraszam, że tak długo nie było notek z tej serii, ale nie miałam, ani czasu, ani ochoty na to by to napisać.Lista powodów znajduje się tutaj:

  1. Szkoła
  2. Zadania domowe
  3. Sprawy osobiste
  4. Rodzina
  5. Przyjaciele
  6. Praktyki
  7. Spotkania z najbliższymi mi osobami
  8. Brak weny
  9. Zmęczenie
  10. I przede wszystkim fałszywe szmaty, które ważyły się nazywać moimi przyjaciółmi.Dla mnie takie osoby są po prostu żałosne -,-
A teraz zapraszam na notkę i mam nadzieję, że się spodoba ;)

~~~


Szatyn spał spokojnie wtulony w poduszkę, na której dotychczas spał gitarzysta.Czół ten błogi spokój opanowujący jego ciało.Było mu...no po prostu było mu dobrze.Nie wiedział nawet, że blondyna nie ma już u jego boku.Ale nadal czół jego charakterystyczny zapach.

MiA zaś udał się do kuchni.Tam, dość cicho by nie obudzić śpiącego nadal szatyna.Przygotowywał mu śniadanie.A ponieważ ten nadal spał nie spieszył się z tym jakoś szczególnie.Wiedział, że wokalista nie należy do rannych ptaszków.Co więcej, lubił sobie długo pospać.

Wokalista tym czasem odsypiał tę noc pełną zwierzeń.Był blady.Nawet bardzo blady.Tego dnia miał jeszcze przejechać się do lekarza by odebrać potrzebne mu leki.Ale nie miał na to sił.Po prostu nie czół się na siłach aby tam pojechać.

Blondynek przygotował mu śniadanie.Jego ulubione zresztą.Puszyste naleśniki z bitą śmietaną i sosem czekoladowym oraz jego ulubioną, mocną kawę.Wszystko ustawił na srebrnej, metalowej tacy i ostrożnie podniósłszy wcześniej wspomnianą tackę ruszył powoli w stronę sypialni ukochanego w celu podania mu śniadania.

Tsuzuku poczuł, swój ulubiony o poranku, zapach naleśników.Nie budził się jeszcze jednak.Po raz kolejny będzie musiał użyć dużej ilości kosmetyków do twarzy by ukryć swą bladość.Jedyne czego w tej chwili pragnął to żeby basista i perkusista nie wtargnęli mu do domu w celu poznania okoliczności tak nagłej przerwy w próbach.

Młodszy tym czasem przyniósł mu śniadanie.Postawił tackę z kawą oraz talerzem naleśników na szafce nocnej, a sam przysiadł przy nim i musnął opuszkami palców policzek ukochanego odgarniając mu z twarzy hebanowe kosmyki włosów.

-Dzień Dobry -wyszeptał zaspanym głosem uśmiechając się przy tym blado.

Spojrzał na ukochanego i posłał mu subtelny uśmiech pod którym skrywało się jego zmartwienie o stan zdrowia szatyna.Łagodnym gestem swej drobnej dłoni, po raz kolejny,  odgarnął kilka niesfornych kosmyków z twarzy szatyna.
-Ohayo -wyszeptał jedynie.

Szatyn powoli się wybudzał.Uniósł swoją bladą twarz z poduszki, w której jeszcze chwilę temu ją ukrywał.Spojrzał na gitarzystę.
-To miłe, ze zrobiłeś dla mnie śniadanie.I to, że pamiętałeś, że uwielbiam naleśniki-szepnął z czułym uśmiechem błąkającym na jego pełnych wargach i podniósł się do siadu.-Będę musiał udać się do lekarza po te leki, ale nie mam na to siły...Nie dzisiaj.

Blondynek łagodnie wzruszył ramionami by podkreślić tym gestem fakt, że zrobienie szatynowi śniadania, w jego mniemaniu przynajmniej, było po prostu drobiazgiem.
-Znamy się od pięciu lat.Trudno, abym tego nie wiedział -odszepnął i sięgnął po tace ze śniadaniem by następnie mu ją podać.-Jeżeli chcesz mogę podjechać do Twojego lekarza i odebrać te leki za Ciebie.I tak muszę podwieźć kota do rodziców.

-Naprawdę możesz to dla mnie zrobić?Poczekaj, dam Ci moją kartę kredytową - wyszeptał.Kiedy blondyn wspomniał o rodzicach pomyślał o swojej matce.Nadszedł czas aby ją poinformować...Ojca nie zamierzał o tym informować.Nie po tym jak zostawił jego oraz jego matkę kiedy Tsu miał niespełna 14 lat.I to dla kogo zostawił.Dla młodszej dziewczyny, które nienawidziła, zresztą ze wzajemnością, Tsuzuku.

-Nie musisz.Proszę Cię, skończ wreszcie przesadzać.Sam zapłacę i nie masz mi zwracać, ponieważ sobie tego nie życzę -mruknął cichutko.Poszedł się nieco ogarnąć przed opuszczeniem mieszkania Tsu.Po około dwudziestu minutach był gotowy do wyjścia.Pocałował go w policzek nim opuścił mieszkanie szatyna i udał się w stronę kliniki, której mieścił się gabinet lekarza wokalisty.

Szatyn, po zjedzeniu śniadania położył się ponownie na miękkim posłaniu.Sięgnął po telefon i wpatrywał się w czarny wyświetlacz.Po chwili odblokował urządzenie i wybrał numer telefonu swojej rodzicielki.Z początku zamierzał porozmawiać z ukochaną matką o ojcu.Później poruszyć mniej znaczące tematy.A dopiero na koniec poruszyć najważniejszy temat.Choroby i nieuchronnej przerwy.Czekał aż matka odbierze.

Po odebraniu leków szatyna, blondyn opuścił gabinet lekarski i udał się do własnego mieszkania.Tam przywitał się z niesfornym towarzyszem,a  mianowicie swoim ukochanym kotem.Nakarmił kota i wziął go na ręce.Po chwili usadowił zwierzę w transporterze i zamknąwszy drzwiczki  zabrał transporter ze sobą i ruszył w stronę domu rodzinnego.Domu swoich rodziców.

Szatyn tymczasem kontynuował czekanie, aż ukochana matka odbierze telefon.Nie da się ukryć, że nadal bał się tej rozmowy.

MiA odtransportował kota do rodziców.Nie został u nich długo.Głownie dlatego, ze czekała go dość długa droga powrotna.A do tego zbliżała się pora obiadu.A on?No cóż, nie chciał zostawiać wokalisty zbyt długo samego w tym stanie...

Kiedy tylko starsza kobieta, matka szatyna odebrała telefon wokalista rozpoczął rozmowę na temat ojca.Obrażał go za to, jak potraktował jego i jego matkę.Zapytał ją o to czy ojczulek raczył się odezwać.Czy płaci obiecane alimenty i inne takie pierdoły...Aż w końcu wyznał jej, że choruje.I że nie nie ma dla niego szans na przeżycie.

Po jakimś czasie blondyn powrócił do mieszkania ukochanego.Oczywistym było to, że perkusista oraz basista już się do niego dobijali by poznać powód dla którego ani gitarzysta ani wokalista nie stawili się tego dnia na próbie.Oczywiście nie wiedzieli o tym, że nie ma próby.Albo też o tym zapomnieli.Dlatego też blondyn w SMS-ie wyjaśnił im, że ich kochany wokalista potrzebuje odpoczynku.

Tymczasem Tsuzuku leżał z przymkniętymi oczami okryty starannie pościelą.Nie chciał denerwować ukochanego.Co do ojca, jak zwykle...nie płacił i nie odzywał się do swojej byłej żony.Cała ta sytuacja doprowadzała 25-latka do szału!Jego własny ojciec bardziej dbał o tę swoją lafiryndę niż o matkę swojego pierworodnego dziecka!

Blondynek wrócił niedługo po tym.Jego jasne włosy były zmierzwione wiatrem.Skóra blada, jak zwykle.Policzki pokryte lekkim rumieńcem powstałym pod wpływem przenikliwego chłodu.Odgarnął z twarzy zbłąkane kosmyki i udał się do kuchni w celu przygotowania jakiegoś obiadu.Ale przedtem przygotował odpowiednią dawkę odpowiednich leków oraz szklankę wody.

Szatyn zaś ciekaw był czy reszta ich skomplikowanej "rodzinki" dziwaków odczytała SMS-a.Wiedział, że gitarzysta to zrobił ponieważ teraz miał go u swego boku.No może nie konkretnie w tym momencie, ale nie czepiajmy się szczegółów.Wstał i powoli udał się do łazienki w celu przemycia twarzy chłodną wodą.

Postawił wszystko na szafce nocnej.Sam zaś wyszedł z pomieszczenia i udał się do kuchni by jak najszybciej przygotować mu obiad.Było już późne południe i wypadało się zająć przygotowaniem ów obiadu.Zwłaszcza, że wokalista zapewne był już głodny.

On tymczasem opuścił cztery ściany łazienki.Oczywiście tam przebrał się bo nie wypadałoby ażeby chodził cały dzień w ubraniach pełniących rolę jego piżamy.Wrócił do sypialni, a jego wzrok padł na dość dużą tabletkę spoczywającą na blacie stołu.Podniósł ją i wsunął sobie do ust po czym połknął i popił ją.

Blondyn przygotował obiad.Tym razem postanowił przygotować ramen.Związał włosy w koński ogon i zaczął przygotowywać wszystkie potrzebne mu do tego składniki.Oczywistym było, że wszelkie składniki kupił na zakupach, które zrobił przed powrotem do domu.

Zaś wokalista spoglądał na okno.A właściwie na to co kryło się na stosunkowo cienką, ścianę szkła.Zastanawiał się czy pozostała dwójka odczytała ów SMS-a, czy też po raz kolejny poszła na próbę, której nie było...Jednak jego rozmyślenia przerwało pojawienie się blondyna.Przeniósł wzrok na ukochanego, który postawił przed nim, na nocnej szafce, miskę ramenu.Podziękował ukochanemu i zaczął jeść przygotowany przezeń ramen.

Blondynek zaś, w czasie kiedy ten spożywał obiad, zrobił pranie oraz trochę posprzątał w domu.Zajął się obowiązkami domowymi.Trwał przy tym do późnego wieczora, kiedy to udał się do kuchni.Chciał przygotować mu kolację.Ale kiedy się okazało,  że szatyn był w kuchni i przygotowywał sobie lekką sałatkę, blondyn był zaskoczony.
-Mogłeś mi powiedzieć, że jesteś głodny.Zrobiłbym ci coś...-wyszeptał.

-Nie byłem aż tak głodny.Miałem ochotę zrobić sobie sałatkę.Poza tym będę musiał jeść więcej warzyw i owoców - wyszeptał o dziwo ze spokojem. - A w ogóle pisałem wczoraj do waszej trójki.Ciekaw jestem czy przeczytali tego SMS-a czy znowu padli ofiarą złośliwości rzeczy martwych...

-No dobrze, ale mimo wszystko mogłeś mi powiedzieć.Dobrze wiesz, że lekarz zabronił ci się za bardzo przemęczać.A najlepiej byś w ogóle tego nie robił - wyszeptał patrząc na niego.Zazwyczaj, w takiej sytuacji, wokalista wybuchał gniewem.Wręcz tracił nad swoją furią kontrolę.A teraz?Był wręcz nadgorliwie spokojny.
-Koichiemu padła bateria, a Meto zapomniał telefonu...

-Czyli to samo co zawsze.Ciekaw jestem czy gdyby się paliło nasze królewny byłyby w podobnej sytuacji -wręcz prychnął.Sięgnął po widelec i zaczął jeść. - Kotku...dobrze wiesz, że nie lubię być nieaktywny...Chcę się wyszaleć póki jeszcze mogę...-wyszeptał patrząc mu w oczy.A co idzie o jego wybuchy gniewu, to nawet nie tłumił takiego ataku.Po prostu był w pełni spokojny.

-Proszę, przestań już...Każdemu się może zdarzyć.Zresztą znasz ich.Oni żyją w nieco innym świecie...Co zaś idzie o twoją niechęć do leżenia, to wiem o tym, ale mimo wszystko lepiej się oszczędzaj.Nie wiesz jak to naprawdę będzie...Zawsze może ci się pogorszyć z dnia na dzień-wyszeptał i spuścił wzrok.Nadal nie wierzył w to, że to się tak zakończy.Przyjaźnili się.Mimo jego zachowań i postawy, pozostawali przyjaciółmi.A teraz?To wszystko miało się zakończyć tak nagle...To aż nie do pomyślenia.

Wokalista spojrzał na gitarzystę.Wiedział, że blondynek ma racje .Zjadł  do końca  swoja sałatkę, odłożył  miseczkę i podszedł do niego.Spojrzał mu w oczy i objął go jedną  ręką   przyciągając   do siebie  delikatnie-Wiem, że się o mnie boisz MiA-kun.Uwierz mi, ja też...W końcu starce wszystko, to co kocham miłość do śpiewania, nasze koncerty, backstage, nasze wygłupy, imprezy po udanych koncertach...Was, w tym ciebie...Jednak najbardziej będzie mi żal mojej mamy.Zostanie sama bo ojczulek woli się zabawiać z jakąś młodą siksą, która mnie nie znosiła gdy bylem nastolatkiem zresztą ze wzajemnością .

Patrzył gdzieś w bok do momentu gdy ten pokonał dzielącą ich odległość i gdy poczuł jego ramię oplatające go w pasie.Wtedy to uniósł na niego wzrok swych brązowych oczu i spojrzał wprost w jego ciemne oczy.Położył dłonie na jego klatce piersiowej słuchając jego słów.
-Wiem jak się czujesz...Dzisiaj jesteś gwiazdą muzyczną, a jutro...będziesz leżał już martwy w grobie.I po prostu wszystko tak nagle stracisz...

-Dokładnie tak jest jak mówisz...mam tylko nadzieję, że nim to się stanie, zrobię jeszcze jedną rzecz, którą tak bardzo pragnąłem zrobić-dotknął palcem jego ust.Obserwował przy tym jak policzki gitarzysty oblewa lekki rumieniec.Patrzył prosto w oczy blondyna, który rozchylił odrobinę wargi.To było kuszące.Nie widząc protestu ze strony gitarzysty pochylił się nad nim i pocałował w te miękkie, malinowe usta smakując ich.Przymknął oczy całując ukochanego subtelnie by go nie spłoszyć.

czwartek, 14 maja 2015

Obczajcie bo warto!

Cześć ludzie!
Dzisiaj chcę was serdecznie zaprosić na bloga pisanego przez bardzo, ale to bardzo bliską mi osobę.Jest to moja najlepsza przyjaciółka...Przyjaciółka, która potrzebuje pomocy tej bardziej tolerancyjnej i życzliwej części z was (oczywiście nikogo nie obrażając:D)
Nie przedłużając, oto adres jej bloga:
http://problemycodzeinnosci.blogspot.com/
Naprawdę, bardzo was proszę o tolerancję.Ona jest nowa i dopiero zaczyna swoja zabawę w pisanie bloga.Pomóżcie jej się rozwinąć, tak jak pomogliście mi! ;)

sobota, 25 kwietnia 2015

Cztery Odsłony Miłości

Tę notkę, pragnę zadedykować wszystkim, na których się otworzyłam.To jest rodzaj mojego wylania własnych uczuć na "papier".Kocham was wszystkich c:

***

Depresja

Pamiętasz tamten wieczór?Siedzieliśmy razem skąpani w świetle Luny.Och tak, księżyc otaczał nas swym chłodnym blaskiem łącząc nas.Wiążąc swym węzłem.Pamiętam to doskonale.Wyznałem Ci prawdę.Powiedziałem o mojej chorobie.Depresji.Chorobie, która nękała mnie od lat.Do teraz.Ponieważ teraz mam Ciebie.Jesteś obok mnie, obejmujesz mnie swym silnym ramieniem i przytulasz do swego boku.A ja?Wtulam się w Ciebie wdychając Twój piękny zapach.Chłonąc Twą bliskość niczym gąbka.Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo Cię kocham.Poczułem Twe pełne, miękkie, słodkie wargi tuż na moich.Dobrze wiedziałeś jak to na mnie działa.Wiedziałeś, że nie potrafię Ci odmówić.Wykorzystałeś to.Wsunąłeś dłoń pod moją koszulkę muskając opuszkami palców moje żebra.Ciągle wypominałeś mi, że nic praktycznie jem.Ale takiego mnie kochałeś.A ja kochałem Cię z tym Twoim ciągłym narzekaniem na to.Po chwili znaleźliśmy się w sypialni.Leżałem pod Tobą. Nagi.Gotowy by Ci się oddać.Tylko dlatego, ze tego pragnąłeś.Teraz.Tutaj.

Euforia


Minęło kilkadziesiąt miesięcy od tamtego wydarzenia.Obudziłeś mnie z rana.Pocałunkiem.Obiecałeś, że to co zaplanowałeś warte będzie mojego niewyspania.Niechętnie, z początku, ale jednak wstałem i poszedłem z Tobą.Zabrałeś mnie do jednego z piękniejszych miejsc w naszym mieście.Park skąpany był w słońcu.Delikatne pąki kwiatów otoczone drobnymi liśćmi zwisały z drzew.Były piękne.Tak jak ty.Twoja twarz...Otoczona długimi, hebanowymi, kosmykami.Promienie słońca igrały w Twoich pięknych, ciemnych oczach.A ty uklęknąłeś przede mną i wysunąłeś pomiędzy dzielącą nas przestrzeń  małe pudełeczko.Wewnątrz znajdował się piękny pierścionek.Zaręczynowy.Do moich oczu natychmiast napłynęły łzy.Łzy szczęścia.I wtedy to zapytałeś mnie, czy za Ciebie wyjdę.Z trudem udało mi się odpowiedzieć Ci na to pytanie.Oczywistym było, że przyjąłem Twoje zaręczyny.

Rozczarowanie

Niestety pomiędzy nami zaczęło się psuć.Nasza miłość powoli umierała.Aż w końcu została pogrzebana.Dlaczego tak jest?Nie wiem.Nie umiem odpowiedzieć samemu sobie na to pytanie.Wczoraj byliśmy szczęśliwi.Kochaliśmy się...A dzisiaj?Wiem już, że masz kogoś innego.Że kochasz go tak, jak kochałeś kiedyś mnie.Nie mam Ci tego za złe.Każdy popełnia błędy i nie będę Cie za to winił.Pomyliłeś zauroczenie z miłością.Zrobiłeś mi nadzieje, ale...wybaczam Ci.Zawsze wybaczę.Ponieważ ja naprawdę Cię kocham.Bardziej niż kogokolwiek innego.Dlatego też podjąłem decyzję.Skoro nie mogę być Twój...Niczyj już nie będę...

Śmierć

To już dziś...To dzisiaj moje cierpienie się zakończy.Napisałem do Ciebie SMS-a, prosząc Cię o spotkanie.Ostatnie.Przysięgałem, że po tym spotkaniu na zawsze zniknę z Twojego życia.Miałeś tu być za godzinę...
Przykucnąłem by zapalić znicz stojący w nogach łóżka.Na nocnej szafce leżała kartka.Nadszedł już czas.Usiadłem na łóżku.Miałem na sobie ten strój, który tak bardzo lubiłeś.Białe szorty i kusy top w tym samym odcieniu.Pościel była jedwabna.Czarna, tak jak Twoje włosy.Sięgnąłem pod poduszkę, słysząc otwierające się drzwi.Wiedziałem, że to Ty.Tylko Ty miałeś klucze poza mną.Kiedy przekroczyłeś próg pokoju, a Twoje źrenice rozszerzyły się pod wpływem szoku...Spojrzałem w nie po raz ostatni.Wyciągniętym spod poduszki nożem przebiłem swoje złamane serce.Ze słowami "Kocham Cię" na ustach...

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Zawieszenie ;c

Niestety, muszę was poinformować o tym, ze na razie (do końca roku szkolnego, muszę zawiesić bloga). Planowałam kilka serii oraz kilka shotów, ale będzie to musiało poczekać.Tym czasem zaś proszę was o zrozumienie.Obiecuję, że gdy tylko będę mogła dodam dla was kolejne notki, tymczasem zaś mogę jedynie prosić was o wsparcie.Wiele dla mnie znaczy fakt, że ludzi to wszystko czytają.
Po powrocie do regularnych notek obiecuję, że będę starać się wam to wszystko wynagrodzić.Tym czasem, do zobaczenia i powodzenia z ocenami w szkole, na maturze i w pracy! ;)

poniedziałek, 23 marca 2015

Śmierć jest okrutna, odbierając nam tych, na których zależy nam najbardziej - Rozdział 2

Paring: MiA x Tsuzuku
Zespół: Mejibray
Ostrzeżenia: Śmierć, Smutne 
Beta: Brak
Kolory: MiA Tsuzuku

Poszedł z nim do salonu.Cały czas przy tym milczał.Usiadł naprzeciwko niego i z uwagą słuchał jego słów.Nie przerywał mu ani na chwilę.Jednak kiedy wspomniał o jego dzisiejszej przygodzie z ucieczką z próby.
Jednakże cały czas go słuchał i gdy ten podał mu kartkę, rozwinął ją i przeczytał diagnozę.Nowotwór.Był wręcz wstrząśnięty.Podniósł na niego wzrok.Jednak widząc, że ten opiera głowę na dłoniach, tak by ukryć swoją twarz, wstał.Podszedł do niego i przykucnął naprzeciwko niego.Przytulił go do siebie i zaczął głaskać go jedną dłonią po plecach.Drugą zaś głaskał go po włosach delikatnie je przy tym przeczesując.
-Tsu?-Wyszeptał i urwał na chwilę.Sam był wstrząśnięty jego wyznaniem.Westchnął cichutko.
-Czy jest coś co mogę dla ciebie zrobić?-Zapytał jeszcze i odsunął się odrobinę by odgarnąć mu z twarzy ciemne włosy i pogłaskać po policzku.Tym samym spojrzał mu głęboko w oczy ze smutkiem.Ale czego się było spodziewać?W końcu właśnie się dowiedział, że jego przyjaciel umiera...

Szatyn jedynie pokręcił głową.Po chwili uniósł wzrok na blondyna i ujął jego dłonie patrząc mu głęboko w oczy.
-Zostań ze mną tej nocy-wyszeptał.-Mam tylko 2 lata życia...Lekarz przypisał mi leki, które mają utrzymać mnie przy życiu i nieco je przedłużyć.Ale obawiam się, że po około roku odejdę z zespołu lub rozwiążę działalność zespołu.Za rok na pewno nie dam już rady śpiewać-zacisnął powieki czując łzy cisnące mu się do oczu.-To dlatego potrzebowałem tych pięciu dni.Chciałem się w ten sposób jakoś przygotować do zakomunikowania tego tobie, Koichiemu oraz Meto...MiA-san?Proszę, nie mów im  o tym...

-Dobrze, Tsu-kun.Zostanę z tobą na tę noc...-odszepnął nieprzerwanie głaszcząc go po plecach i przeczesując jego aksamitne, kruczoczarne włosy.W miedzy czasie słuchał dalszej części jego wypowiedzi.Było mu źle z tym, że to spotkało akurat jego przyjaciela.Ale co miał mu powiedzieć?Jedyne co mógł w tej sytuacji zrobić to zostać z nim do samego końca i wpierać go w tym czasie najlepiej jak tylko potrafił.
-Cii...nie myśl o tym.Teraz liczy się twoje szczęście w tym czasie który ci pozostał.Co zaś idzie o Koichiego i Meto, nie powiem im tego jeśli sobie tego wyraźnie nie zażyczysz.Ale chcę byś wiedział, że zawsze możesz na mnie liczyć.Cokolwiek by się nie wydarzyło...-odszepnął i posłał mu słaby uśmieszek.

Uniósł wzrok by spojrzeć przyjacielowi w oczy.Odnalazł jego ciemne, brązowe tęczówki i spojrzał głęboko w ich toń.
-Dziękuję MiA-wyszeptał.-A co do tego, co zrobił ci ten facet, on po prostu na Ciebie nie zasługiwał.Powiedz mi, ile razy to ja zabierałem Cię gdzieś kiedy jemu nagle coś wypadało i odwoływał przez to waszą randkę?A poza tym musiał być zwykłym tchórzem skoro wysłał Ci SMS-a zamiast powiedzieć ci to wprost.Ja nigdy nie zrobiłbym Ci czegoś takiego - posłał mu lekki uśmiech.Od dawna coś do niego czuł , ale ze względu na to, że pozostało mu tak mało czasu nie wiedział, czy powinien mu to mówić.


Patrzył mu w oczy słuchając jego wypowiedzi patrząc przy tym w jego oczy i nieznacznie uniósł kąciki ust by posłać mu subtelny uśmiech.

-Trzeba przyznać, że naprawdę byliście parą bardzo długo.Uważam, że on nie zachował się honorowo względem ciebie.Zerwał z tobą przez SMS-a pomimo tego, że tak długo coś was łączyło.Ale jak myślisz?Dlaczego zamiast zrobić to osobiście zerwał przez SMS-a?-zapytał i odgarnął mu z twarzy zbłąkany kosmyk włosów.


-On...zazwyczaj, gdy czegoś ode mnie chciał, po prostu pisał mi SMS-a.Tak było łatwiej.Rzadko mówił mi cokolwiek wprost.Tłumaczył, że to z powodu jego nieśmiałości.A ja...No wierzyłem mu.Nie spodziewałem się, ze zrobi mi coś takiego.I to w dodatku w dzień naszej rocznicy -wyszeptał spuszczając wzrok.Włosy opadły mu na twarz dokładnie ją ukrywając.Do jego oczu znowu cisnęły się łzy.Czół jak ramiona szatyna oplatają go i przyciągają do ciała wokalisty.Przez chwilę pozwalał mu się przytulać, podczas gdy sam milczał i pozostawał bierny.Jednak po upływie tej chwili wtulił się w niego drżąc pod wpływem szlochu, który wstrząsnął jego ciałem...Był załamany.To było stanowczo zbyt wiele jak na jeden dzień.


-Widzisz, dlatego nie chciałem byś dzisiaj przychodził.Wiedziałem, że tak będzie.Że to wszystko cię załamie.Wiem przecież jaki jesteś delikatny i wrażliwy.Zwłaszcza jeśli chodzi o słowa, które mogą cie zranić -wyszeptał głaszcząc jego miękkie włosy.


-To nie jest twoja wina...To nie ty mnie zostawiłeś.I to nie ty zerwałeś ze mną przez SMS-a -odszepnął i podsunął się odrobinę.Odgarnął z twarzy włosy, wilgotne od łez i otarł z twarzy ślady po rozmazanym makijażu i łzach.


-Ale mimo wszystko przyczyniłem się do twojego smutku...MiA, ja...miałem nadzieję, że gdy dojdziesz do siebie po tym zerwaniu i że ja będę zdrowy to...- urwał i przygryzł wargę.-Skoro zostały mi tylko 2 lata to myślę, że powinieneś to wiedzieć...Ty musisz to wiedzieć MiA-san- szepnął zaciskając dłonie na swoich kolanach.


-Nie przejmuj się tym.To nie twoja wina - wyszeptał i uśmiechnął się lekko.Jednak kiedy wokalista wspomniał o tym, że ten musi coś wiedzieć, spojrzał na niego czekając, aż ten rozwinie swoja wypowiedź.
-Może nawet, gdyby tak było to wcześniej zakończyłbym ten związek...Ale mówisz mi o tym dopiero teraz, Tsu...


-Mia, ja muszę ci wyznać coś ważnego.Wiem, że to trochę nieodpowiedni moment, ale chcę abyś to wiedział.Nawet jeśli to miałoby oznaczać koniec naszej przyjaźni i zażyłości.Mam jednak nadzieję, że tak nie będzie...

-Tsuzuku?Ale o co chodzi?O czym ja muszę wiedzieć?I dlaczego chciałeś z tym czekać aż dojdę do siebie?Coś jeszcze się stało?Coś jest nie tak?-wyrzucił z siebie potok pytań.Był podenerwowany.Ale mówił cicho.Nawet bardzo cicho.


-MiA-san...ja...ja...ja cię kocham-wyszeptał.-Kocham cię od zawsze.Pokochałem cię kiedy tylko cię zobaczyłem.Spodobałeś mi się i zakochałem się w tobie kiedy po raz pierwszy cię ujrzałem...Ale ty byłeś już wtedy zajęty.I wydawałeś się być szczęśliwy.A ja?No cóż.Kochałem cie i dlatego nie chciałem odbierać ci tego szczęścia.Cieszyłem się twoim szczęściem.Dlatego nigdy nic nie mówiłem na ten temat...Ale gdy on z tobą zerwał, miałem ochotę go zabić, bo odebrał ci szczęście...MiA, jesteś wyjątkowy.Jesteś najlepszym gitarzystą z jakim pracowałem,a przy tym nie udajesz kogoś kim nie jesteś.Jesteś po prostu sobą.Dlatego musiałem ci to powiedzieć.Zasługujesz na to by znać tę prawdę...

Słysząc to jego policzki niemal natychmiast oblały się rumieńcem.Był zaskoczony jego wyznaniem zwłaszcza, że niczego się nie domyślał.
-Tsu?Czemu mi wcześniej nie powiedziałeś?Ten związek nie był idealny.On często się upijał.Wracał nawalony i zdarzało się, że mnie gwałcił.Nie chciałem nikomu mówić ponieważ go kochałem...-wyszeptał jedynie i nie patrzył na niego.Było mu wręcz wstyd.

-Obawiałem się, że mnie wyśmiejesz albo po prostu zignorujesz to co do Ciebie czuję.Albo uznał, ze wolisz zostać z nim- powiedział cicho.Świeca która stała w szklanym świeczniku powoli zaczęła dogasać.

-Tsu, niepotrzebnie się bałeś.Gdybym wiedział wcześniej może tamten związek zakończyłby się wcześniej-wyszeptał spojrzawszy na niego.Szatyn siedział skąpany w bladym świetle rzucanym przez dogasającą świecę.Ledwie mógł go dojrzeć, ale w jego oczach widział, że nie kłamał.Że wszystkie te wyznania...to była prawda.

-Wybacz mi, proszę.Wiem, że powinienem powiedzieć ci wcześniej, ale nie miałem odwagi- wyszeptał i przesunął po kanapie dłoń by dotknąć dłoni gitarzysty.-Ale wiem jedno.Te ostatnie 2 lata swojego życia chcę spędzić z osobą, którą kocham ponad wszystko -wyszeptał i ująwszy jego dłoń spojrzał mu głęboko w oczy drugą dłoń kładąc na jego policzku.-MiA, te 2 lata chcę spędzić u twego boku...

-Nie musisz mnie przepraszać.To się stało i nie możesz cofnąć czasu.Ale mogę ci obiecać, że zrobię wszystko by te 2 lata upłynęły ci tak jak powinny...Najlepiej.

Może i był sadystą.I czasami się z tym nie krył, ale to było na potrzeby teledysków oraz koncertów.A czasami też innych podobnych filmików i temu podobnych.Ale w domu zachowywał się inaczej.Tym bardziej, że teraz czuł się bezbronny w obliczu nieuleczalnej choroby.

Blondynowi nie przeszkadzało jego zachowanie.Ani podczas koncertów, ani podczas teledysków czy nagrywanie filmików dla fanów.Właściwie do tego po prostu przywyknął.Miał na to dość dużo czasu.Wiedział, a właściwie domyślała się co ten czół w tej chwili.Spojrzał na niego słuchając jego słów.


-Dziękuję ci -uśmiechnął się do niego blado i ziewnął cicho.Był zmęczony wrażeniami z całego tego dnia.A do tego było już nieco po 3.00 nad ranem.-Jeśli nie masz nic przeciwko temu możesz spać ze mną.Obiecuję, że nie zrobię nic wbrew twojej woli.


-Nie masz mi za co dziękować- odszepnął i uśmiechnął się nieśmiało.Widząc malujące się na twarzy szatyna zmęczenie, spojrzał na zegarek.Po chwili ponownie na niego spojrzał.

-No to chodź, nim tutaj zaśniesz -odszepnął wstając.

Wstał i ująwszy jego dłoń poszedł z nim do swojej sypialni.Sam poszedł jeszcze zgasić świece.Jednak zanim jeszcze się przebrali, a szatyn dał gitarzyście jakieś ciuchy mające pełnić rolę jego piżamy tej nocy, zmyli resztki makijażu ze swoich twarzy.Oczywiście przebrali się w osobnych pomieszczeniach.Kiedy pojawił się blondyn, wokalista leżał już w łóżku czekając na niego.Kiedy tylko blondyn położył się przy nim, objął go w pasie i przyciągnął do siebie.

-Dobranoc... 


Blondyn oczywiście przytulił się do niego.Ale nie odpowiedział mu.Zasnął niemal od razu wtulony w silne ramiona wokalisty.Spał spokojnie przez całą noc.Rano wydostał się z ramion szatyna i cichcem wymknął z pokoju.Udał się do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic.Wytarł się i ubrał po czym ułożył włosy i zrobił subtelny makijaż.Wokalista jeszcze spał zatem poszedł do kuchni gdzie zaczął przygotowywać mu śniadanie.Odgarnął z twarzy nieco niesforne blond kosmyki.

Dodaję tę notkę już chyba po raz trzeci.Niestety za pierwszym razem trochę mi poprzestawiało tekst zatem jeśli nadal coś jest...nietypowe to przepraszam, ale nie mogę pisać całej notki od nowa zwłaszcza, że niestety chwilowo nie mam na to czasu.Wybaczcie kochani i do następnej mam nadzieję nie tak kłopotliwej notki c:

sobota, 7 marca 2015

Śmierć jest okrutna, odbierając nam tych, na których zależy nam najbardziej - Rozdział 1

Paring: MiA x Tsuzuku
Zespół: Mejibray
Ostrzeżenia: Śmierć, Smutne 
Beta: Brak
Kolory: MiA , Tsuzuku

Lutowe popołudnie.Był luty, ale pogoda była raczej...bardziej wiosenna.Tylko trochę zbyt chłodny wiatr psuł tę sielską wiosenną atmosferę.Ów wistr rozwiał, sięgające nieco za ramiona, blond włosy gitarzysty.Był sam.Otaczały go jedynie drzewa,drobne krzewy oraz  betonowe alejki.Już od jakiegoś czasu myślał nad odejściem z zespołu.Zakończeniu kariery.Ostatnio to nie dawało mu już tej samej radości co kiedyś.Kochał fanów.Byli dla niego jak druga rodzina.Ale czy naprawdę warto z tego powodu z życia prywatnego?Czy naprawdę miał zrezygnować z miłości z tego właśnie powodu?Kolejny związek zakończył się wręcz tragicznie.Tym razem jednak skończyło się SMS-em.I to w dniu ich 3 rocznicy.Czuł się wykorzystany, delikatnie mówiąc.To był powód dla którego tego dnia uciekł z próby.Płakał.Nawet teraz po jego policzkach spływały drobne krople.Nie obchodziło go, czy reszta go szuka.Czy się o niego martwili...Z zamyślenie wyrwały go czyjeś ramiona oplatające go jego drobne ciało.Spojrzał na tatuaże zdobiące przedramiona mężczyzny.Meto.Perkusista przyciągnął go do siebie i przytulił do siebie.W tym czasie wysłał SMS-a do basisty i wokalisty z wiadomością, ze nic mu nie jest i jest już bezpieczny.Blondyn tym czasem wtulił się w klatkę piersiową przyjaciela.


Właśnie dostali wiadomość.Ale czy to miło jakiekolwiek znaczenie?Zespół i tak powoli zmierzał do rozpadu.I to z jego powodu.A właściwie...z powodu podejrzeń lekarzy co do stanu jego zdrowia.Nic jeszcze nie było pewne, ale podejrzewano u niego bardzo poważną chorobę.Specjalista miał to potwierdzić.Miał już nawet skierowanie.Zamierzał się tam udać jeszcze tego samego dnia.
-Koichi?Mogę cię prosić ażebyś nieco tu posprzątał,a następnie udał się do Mii?-zapytał i przeniósł wzrok na basistę.Koichi był dla niego nie tylko przyjacielem z poprzedniego zespołu, Vanessy, ale również bratem.

Koichi uniósł na niego wzrok.Wysłuchał słów wokalisty z uwagą i skinął lekko głową.Zabrał się za porządkowanie sali po przerwanej próbie.Nie zajęło mu to jakoś szczególnie dużo czasu.Gdy wszystko było już gotowe i sala była posprzątana, założył na siebie bluzę i wysunął spod materiału długie, czarno-różowe kosmyki włosów.Spojrzał na niego jeszcze nim wyszedł.
-Zaprowadzić go do domu, czy przyprowadzić do Ciebie i porozmawiacie o tym?-zapytał i spojrzał na niego.

-Odprowadź go do domu.Powinien odpocząć po tym wszystkim-wyszeptał uprzednio spojrzawszy na przyjaciela.Doskonale wiedział, że MiA cierpi z powodu zachowania swojego, obecnie już, byłego.Sam kiedyś został zdradzony przez swojego byłego partnera.Było to jeszcze za czasów Vanessy, ale bardzo to wtedy przeżył.Nie wiedział, co by się stało gdyby nie wsparcie Koichiego w tamtym trudnym momencie.To tylko zacieśniło ich przyjaźń do braterskiej miłości.Ale w tej chwili miał gorsze zmartwienia...Spojrzał na leżące przed nim skierowanie na badania.Specjalistyczne badania.Pożegnał Koichiego i zabrał skierowanie chowając je w kieszeni.Wyszedł z sali i poszedł na parking po czym wsiadł do samochodu, odpalił go i pojechał do lekarza.

Koichi pożegnał się z nim.Opuścił pomieszczenie i udał się w stronę parku, w którym Meto znalazł gitarzystę.Droga zajęła mu jedynie kilka kilka minut.Instrukcje perkusisty były bardzo dokładne.Znalazł ich bez trudu.Meto na chwilę puścił zapłakanego blondynka i wstał robiąc miejsce basiście.Ten usiadł na miejscu perkusisty, przyciągnął do siebie gitarzystę i zaczął go głaskać po włosach.MiA był najmłodszy w zespole.on sam był w wieku Tsuzuku.Mimo wszystko traktował blondyna jak młodszego braciszka.Pożegnał Meto nim ten odszedł.To nie był pierwszy raz gdy MiA tak bardzo coś przeżywał.Jego chłopak wielokrotnie go wystawiał.Pisał SMS-y z tłumaczeniem, że z różnych powodów nie może się z nim w danym dniu spotkać...Kiedy gitarzysta się uspokoił, wstał i zabrał go do jego mieszkania by mieć pewność, że nic mu się nie stało.A poza tym, chciał dotrzymać daną wokaliście obietnicę odnośnie odprowadzenia blondyna do domu.

W tym czasie wokalista miał robioną serię badań.Na skierowaniu, było ich wiele.Wszystkie te badania zajęły im wiele godzin.W wyniku tego, wokalista mógł wrócić do domu dopiero bardzo późnym wieczorem.Jednak nim do tego doszło, lekarz podał mu diagnozę.Diagnozę, która wstrząsnęła całym jego dotychczasowym życiem.Zniszczyła cały jego światopogląd.Gdy tylko znalazł się w mieszkaniu rzucił się na kanapę w salonie.Receptę na leki, które zapisał mu lekarz, leżała na ławie w jego salonie.

Gdy znaleźli się nareszcie w domu blondyna, dopilnował by ten się położył w swojej sypialni.Sam zaś udał się do kuchni by przygotować mu gorącą herbatę.Przy okazji nakarmił jego kota który miauczał domagając się jedzenia.Podczas gdy woda się gotowała, udał się do blondyna.Przysiadł przy nim i zaczął go głaskać po włosach.Nie odzywał się.Czół, że nie tego potrzebuje blondyn.Wolał zatem milczeć i nie pocieszać go na siłę.Gdy jednak woda się zagotowała udał się do kuchni i zalazł wrzątkiem herbatę.Odczekał aż napar się zaparzy.Gdy napój był już gotowy, zaniósł kubek załamanemu chłopakowi.Postawił kubek z naparem na stoliku nocnym.Basista został z nim dopóki ten nie zasnął.Wtedy to poszedł umyć kubek.Gdy wszelkie naczynia były umyte wyszedł z jego mieszkania.Wrócił do własnego mieszkania.

Powinien pójść do apteki by wykupić zapasane przez lekarza leki, ale nie chciał.A może raczej nie miał na to siły.Był załamany.Tak bardzo chciał ułożyć sobie na nowo życie.Po raz pierwszy od wielu lat zakochał się w kimś.A teraz?Choroba mogła mu to wszystko tak nagle...odebrać.Teraz kiedy nareszcie miał szansę by żyć tak, jak zawsze chciał!Powiadomił ich jeszcze, ze próby przez następnych kilka dni są odwołane.Miał nadzieję, że dzięki temu zyska trochę czasu nim przyjdzie mu powiedzieć im o swoim stanie zdrowia.

Obudził się słysząc sygnał SMS-a.Przeczytał wiadomość i zaczął z nim pisać.Wokalista próbował go powstrzymać przed odwiedzinami...jednak mu się nie udało.Blondyn był zaniepokojony i pomimo później pory wyszedł z domu i ruszył w stronę jego domu.Wokalista nie mieszkał daleko.Droga jednak zajęła mu nieco ponad pół godziny.Gdy znalazł się przed jego mieszkaniem zapukał do drzwi nieco niepewnie po kilku minutach.Tak nagle się zawahał.Opatulił się szczelnie bluzą. Nie było mu jednak zimno.Po prostu był podenerwowany.

Otworzył drzwi i złapał go za przegub dłoni.Wciągnął go do środka i zamknął za nim drzwi.Nie bardzo był gotowy na te rozmowę, ale nie chciał też by ten stał na ulicy i marzł.Gdy drzwi były już zamknięte, spojrzał na niego.Blondynek również uniósł wzrok, więc mógł bez problemu patrzeć mu w oczy.W te piękne, czekoladowe tęczówki...
-MiA, po co przychodziłeś?Jest późno.Ktoś mógł cię napaść...-wyszeptał unikając wzorku blondyna.

-Dobrze wiesz, dlaczego...Martwię się-odpowiedział mu na równi cicho i wyciągnął dłoń by odgarnąć mu z twarzy ciemne kosmyki jednak po chwili cofnął dłoń zakłopotany.-Co się dzieje?-zapytał i przymknął oczy.W pomieszczeniu zapanowała głucha cisza.Jednak po chwili przerwał ją wokalista.

-Dobrze, powiem ci.Ale usiądź...-szepnął i gdy tylko blondyn zrobił to o co go prosił przykucnął naprzeciwko niego.Ujął jego dłonie i spojrzał mu głęboko w oczy.-MiA...Jak wiesz.Byłem dzisiaj u lekarza.Ale to to nie to chciałem ci powiedzieć...Ja...Ja mam raka. -Wyszeptał ledwo dosłyszalnie zamykając oczy na dłuższą chwilę by choć przez chwilę oszczędzić sobie widoku jego twarzy po tym, jak mu to wyznał.

wtorek, 3 marca 2015

Seryjka ~Informacje początkowe :D

Cześć kochani :D
Pewna moja znajoma, namówiła mnie na napisanie serii.Oczywiście poprosiłam ją by napisała ów serię wraz ze mną.Mamy już gotowy pierwszy rozdział i powoli tworzymy drugi!Teraz muszę  jedynie to odpowiednio przerobić i już będę mogła go wam wrzucić :D
Tym czasem chcę bardzo podziękować tej osobie za podrzucenie mi pomysłu i za pomoc w jego realizacji.To naprawdę wiele dla mnie znaczy.Jedyne co mogę zdradzić na temat tej serii to fakt, ze paring będzie jej ulubionym jeśli idzie o Mejibray, to znaczy MiA x Tsuzuku ;3

sobota, 28 lutego 2015

Siemka! ~

Cześć wszystkim!
Dziękuję za 86 wyświetleń!To dla mnie naprawdę wiele znaczy C:
Jak zapewne widzicie dodałam dzisiaj sondę prosząc abyście wybrali paring do następnej notki.Notka ukaże się jakoś po 15 marca tego roku.Do tego czasu mam nadzieję dacie mi odpowiedź na to dręczące mnie pytanie.Dziękuję jeszcze raz za to, że ktoś w ogóle to czyta.
Do zobaczenia! ~ :D

sobota, 21 lutego 2015

Is this the end? (Paring nieokreślony)

Paring: Nieokreślony, mam nadzieję łatwo się domyślić jaki ;)
Zespół: Mejibray
Ostrzeżenia: Brak
Beta: Brak
Ta notka ma być hołdem dla mojego chłopaka, który 18 grudnia 2014 roku popełnił samobójstwo.Chcę w ten sposób przelać swój ból po jego utracie.I pokazać mu, że nadal go kocham <3


****
~Koniec Marca 2011 rok~
Pamiętam ten dzień tak jakby to się wydarzyło jeszcze wczoraj.Pojawiłeś się w moim życiu nagle, ale nie żałuję tego.I nie żałowałem też wtedy.Od kiedy tylko cię ujrzałem, zapragnąłem cię poznać.I zdobyć twoje serce.Oczarowałeś mnie jednym tylko spojrzeniem tych pięknych, ciemnych oczu.Twoje włosy lekko falowały pod wpływem prądów powietrza gdy się poruszałeś.Wyglądałeś...niczym anioł skryty w niedoskonałej ludzkiej powłoce, ale wiesz co?Dla mnie wyglądałeś niczym ideał zesłany mi przez los.Zapragnąłeś z nami współpracować.Ten dzień był dla mnie najpiękniejszy.
~3 miesiące później~
Tego poranka byleś o wiele bardziej radosny.Zastanawiało mnie, dlaczego?W końcu jeszcze wczoraj do mnie przyszedłeś by mi się wyżalić.Płakałeś cicho wtulony we mnie.Czułem ciepło bijące od twojego drobnego ciała.Czułem jak drżysz lekko gdy z twojego gardła wyrywał się szloch.Byłeś piękny.Nawet rozmazany i z policzkami mokrymi od łez.Jak się teraz okazało...byłeś teraz w związku.Z osobą, którą kochałeś.Z jednej strony odczuwałem ból po tym, ze cię straciłem.A właściwie, straciłem szansę na podbicie twojego serca.Ale mimo wszystko byłem szczęśliwy.Cieszyłem się ponieważ ty byłeś szczęśliwy.Ponieważ nadal tu byłeś.Ponieważ się przyjaźniliśmy.To było dla mnie najważniejsze w tym wszystkim.Chciałem byś był szczęśliwy.
~Pół roku później~
Było już późno gdy usłyszałem pukanie do drzwi.Wstałem mrucząc coś pod nosem i udałem się do drzwi.Otworzyłem je z chęcią mordu na osobie która zakłóciła mój spokój.Otworzyłem drzwi i natychmiast złagodniałem widząc twoje zbłąkane, zapłakane oczy i mokre policzki.Natychmiast zaprosiłem cię do środka by nie robić widowiska przed sąsiadami.Wszedłeś posłusznie i zdjąłeś z siebie wierzchnią odzież.Poszliśmy razem do salonu gdzie poprosiłem cię byś powiedział mi co dokładnie się stało.Co sprawiło, że teraz siedziałeś tu zapłakany i nie możesz nic powiedzieć.Pozwoliłem ci się uspokoić.Gdy już jako tako doszedłeś do siebie opowiedziałeś mi wszystko.Osoba, którą uważałeś za swojego życiowego partnera...zdradziła cię.W twoim własnym domu i na twoich oczach.Wtedy to rozpoczęła się nasza bliższa znajomość, a więzy przyjaźni między nami, zacieśniły się.
~3 miesiące później~
Minęły już 3 miesiące od tamtej feralnej nocy.Od tamtego czasu wiele się zmieniło.Wiesz już co do ciebie czuję i od jak dawna się to ciągnie.Z początku, byłeś w szoku, że tak długo tego nie zauważyłeś, ale później postanowiłeś, ze chcesz spróbować.Byliśmy ze sobą już jakieś 2 miesiące. A ja nadal czuję się jak tego wieczora, gdy poznałeś prawdę o moich uczuciach względem ciebie.Byliśmy razem.Kocham cię i mam nadzieję, że ta sielanka będzie trwać już wiecznie.
~Rok później~
Minął już rok naszego szczęśliwego związku.Uwielbiam przy tobie zasypiać i budzić się każdego poranka.teraz kiedy razem szliśmy na próbę nie mogłem uwierzyć we własne szczęście.Nareszcie miałem chłopaka z którym pragnąłem spędzić resztę życia.Gdy późnym wieczorem razem wracaliśmy do domu po próbie czułem...niepokój.Coś mówiło mi, że to wszystko może się w każdej chwili skończyć, że ktoś mi cię odbierze.Ty też się bałeś.SMS-y z pogróżkami od Tsuzuku, twojego byłego partnera, przychodziły coraz częściej.Tego dnia, zagroził, ze zapłacisz za to...Na próbie zresztą nie było lepiej.Traktował cię...no właściwie jak śmiecia.Obwiniał o wszystko i zwalał na ciebie wszystkie należące do niego obowiązki.Ale teraz, gdy wracaliśmy do domu czułem bijący od ciebie niepokój...Zresztą jak się chwilę później okazało, uzasadniony.Z jednego z zaułków wyszedł nagle wokalista w asyście kilku kolegów.Uśmiechnął się upiornie podczas gdy jego towarzysze nas rozdzielili.Szarpałem się i próbowałem odwrócić jego uwagę od ciebie, ale daremnie.Zignorował mnie skupiając swój gniew na tobie.Podszedł do ciebie i mocno ścisnął twoje policzki.
-Wreszcie za to zapłacisz dziwko!-warknął w twoją stronę nim pchnął cię na pobliską ścianę.Jak się okazało jego drągale cię związali.Widziałem łzy spływające po twoich policzkach.Chciałem krzyczeć, ale zakneblowali mnie.Musiałem patrzeć na to jak szatyn najpierw zrywa z ciebie ubrania, a później rozbiera samego siebie.Widziałem ból na twojej twarzy gdy cię gwałcił.Gdy już wreszcie skończył tę swoją perwersyjną zemstę i ubrał się, zauważyłem nóż w jego dłoni.Zacząłem się szarpać próbując stanąć w  twojej obronie.Ale tamci trzymali mnie za mocno.Ty spojrzałeś na mnie zapłakany.
-Kocham cię...
To było ostatnie słowa jakie z siebie wydobyłeś nim wokalista na zawsze przebił twoje serce.Następnie zbliżył się do mnie i ogłuszył mnie.Gdy się obudziłem...byłem w szpitalu.Lekarz stał nade mną i zadawał jakieś pytania.Zignorowałem go.Musiałem za wszelką cenę dowiedzieć się...czy nic ci nie jest.Lekarz spojrzał na pielęgniarką której obecność zauważyłem dopiero teraz.A później...oznajmił mi, ze zostałeś zamordowany...I ze policja złapała mordercę.A właściwie ten sam się zgłosił i wyznał co zrobił.Proces nie trwał długo.Twój pogrzeb odbył się kilka dni później.Nawet blady, martwy...nadal byleś przepiękny.
~2 lata później~
I znów...Mija już kolejny rok od kiedy odszedłeś.Ile to już?Rok?Dwa lata?Nie jestem w stanie tego zliczyć.W każdym razie minęły już ponad 2 lata od kiedy odszedłeś zostawiając mnie sam na sam z tym światem.A ja wciąż tu przychodzę,zapalam znicz,wymieniam kwiaty i zmywam kurz z twojej mogiły.Przeżyliśmy piękne lata.Ty ja i pozostała dwójka.I ta ciągła rutyna na którą tak bardzo się uskarżałeś.Próba,impreza,dom i tak w kółko o ile nie mieliśmy jakiegoś koncertu,sesji lub trasy.A ty pozostawałeś niezmienny.Zawsze tak radosny,wiecznie uśmiechnięty.Ale to była tylko maska.Maska pod którą ukrywałeś lata bólu i niezrozumienia. Pamiętam te wieczory.Ty przychodziłeś do mnie zapłakany i prosiłeś mnie bym cię wysłuchał, co zresztą robiłem.A teraz?Nie miałem takiej możliwości.Tsuzuku żałował swego czynu.Podczas procesu rozpłakał się niczym dziecko i...przeprosił mnie za to, co ci zrobił.Czułem, że nie kłamał.Naprawdę żałował swego czynu.Wybaczyłem mu, ponieważ tak powinni postępować przyjaciele...i wiedziałem, że ty byś tego chciał.
-Ja też cię kocham...
Wyszeptałem w odpowiedzi na ostatnie słowa jakie do mnie skierowałeś przed śmiercią.Kocham cię.Zawsze będę i gdy tylko przyjdzie mój czas, już znowu będziemy razem.