Zespół: Mejibray
Ostrzeżenia: Śmierć, Smutne
Beta: Brak
Kolory: MiA , Tsuzuku
Lutowe popołudnie.Był luty, ale pogoda była raczej...bardziej wiosenna.Tylko trochę zbyt chłodny wiatr psuł tę sielską wiosenną atmosferę.Ów wistr rozwiał, sięgające nieco za ramiona, blond włosy gitarzysty.Był sam.Otaczały go jedynie drzewa,drobne krzewy oraz betonowe alejki.Już od jakiegoś czasu myślał nad odejściem z zespołu.Zakończeniu kariery.Ostatnio to nie dawało mu już tej samej radości co kiedyś.Kochał fanów.Byli dla niego jak druga rodzina.Ale czy naprawdę warto z tego powodu z życia prywatnego?Czy naprawdę miał zrezygnować z miłości z tego właśnie powodu?Kolejny związek zakończył się wręcz tragicznie.Tym razem jednak skończyło się SMS-em.I to w dniu ich 3 rocznicy.Czuł się wykorzystany, delikatnie mówiąc.To był powód dla którego tego dnia uciekł z próby.Płakał.Nawet teraz po jego policzkach spływały drobne krople.Nie obchodziło go, czy reszta go szuka.Czy się o niego martwili...Z zamyślenie wyrwały go czyjeś ramiona oplatające go jego drobne ciało.Spojrzał na tatuaże zdobiące przedramiona mężczyzny.Meto.Perkusista przyciągnął go do siebie i przytulił do siebie.W tym czasie wysłał SMS-a do basisty i wokalisty z wiadomością, ze nic mu nie jest i jest już bezpieczny.Blondyn tym czasem wtulił się w klatkę piersiową przyjaciela.
Właśnie dostali wiadomość.Ale czy to miło jakiekolwiek znaczenie?Zespół i tak powoli zmierzał do rozpadu.I to z jego powodu.A właściwie...z powodu podejrzeń lekarzy co do stanu jego zdrowia.Nic jeszcze nie było pewne, ale podejrzewano u niego bardzo poważną chorobę.Specjalista miał to potwierdzić.Miał już nawet skierowanie.Zamierzał się tam udać jeszcze tego samego dnia.
-Koichi?Mogę cię prosić ażebyś nieco tu posprzątał,a następnie udał się do Mii?-zapytał i przeniósł wzrok na basistę.Koichi był dla niego nie tylko przyjacielem z poprzedniego zespołu, Vanessy, ale również bratem.
Koichi uniósł na niego wzrok.Wysłuchał słów wokalisty z uwagą i skinął lekko głową.Zabrał się za porządkowanie sali po przerwanej próbie.Nie zajęło mu to jakoś szczególnie dużo czasu.Gdy wszystko było już gotowe i sala była posprzątana, założył na siebie bluzę i wysunął spod materiału długie, czarno-różowe kosmyki włosów.Spojrzał na niego jeszcze nim wyszedł.
-Zaprowadzić go do domu, czy przyprowadzić do Ciebie i porozmawiacie o tym?-zapytał i spojrzał na niego.
-Odprowadź go do domu.Powinien odpocząć po tym wszystkim-wyszeptał uprzednio spojrzawszy na przyjaciela.Doskonale wiedział, że MiA cierpi z powodu zachowania swojego, obecnie już, byłego.Sam kiedyś został zdradzony przez swojego byłego partnera.Było to jeszcze za czasów Vanessy, ale bardzo to wtedy przeżył.Nie wiedział, co by się stało gdyby nie wsparcie Koichiego w tamtym trudnym momencie.To tylko zacieśniło ich przyjaźń do braterskiej miłości.Ale w tej chwili miał gorsze zmartwienia...Spojrzał na leżące przed nim skierowanie na badania.Specjalistyczne badania.Pożegnał Koichiego i zabrał skierowanie chowając je w kieszeni.Wyszedł z sali i poszedł na parking po czym wsiadł do samochodu, odpalił go i pojechał do lekarza.
Koichi pożegnał się z nim.Opuścił pomieszczenie i udał się w stronę parku, w którym Meto znalazł gitarzystę.Droga zajęła mu jedynie kilka kilka minut.Instrukcje perkusisty były bardzo dokładne.Znalazł ich bez trudu.Meto na chwilę puścił zapłakanego blondynka i wstał robiąc miejsce basiście.Ten usiadł na miejscu perkusisty, przyciągnął do siebie gitarzystę i zaczął go głaskać po włosach.MiA był najmłodszy w zespole.on sam był w wieku Tsuzuku.Mimo wszystko traktował blondyna jak młodszego braciszka.Pożegnał Meto nim ten odszedł.To nie był pierwszy raz gdy MiA tak bardzo coś przeżywał.Jego chłopak wielokrotnie go wystawiał.Pisał SMS-y z tłumaczeniem, że z różnych powodów nie może się z nim w danym dniu spotkać...Kiedy gitarzysta się uspokoił, wstał i zabrał go do jego mieszkania by mieć pewność, że nic mu się nie stało.A poza tym, chciał dotrzymać daną wokaliście obietnicę odnośnie odprowadzenia blondyna do domu.
W tym czasie wokalista miał robioną serię badań.Na skierowaniu, było ich wiele.Wszystkie te badania zajęły im wiele godzin.W wyniku tego, wokalista mógł wrócić do domu dopiero bardzo późnym wieczorem.Jednak nim do tego doszło, lekarz podał mu diagnozę.Diagnozę, która wstrząsnęła całym jego dotychczasowym życiem.Zniszczyła cały jego światopogląd.Gdy tylko znalazł się w mieszkaniu rzucił się na kanapę w salonie.Receptę na leki, które zapisał mu lekarz, leżała na ławie w jego salonie.
Gdy znaleźli się nareszcie w domu blondyna, dopilnował by ten się położył w swojej sypialni.Sam zaś udał się do kuchni by przygotować mu gorącą herbatę.Przy okazji nakarmił jego kota który miauczał domagając się jedzenia.Podczas gdy woda się gotowała, udał się do blondyna.Przysiadł przy nim i zaczął go głaskać po włosach.Nie odzywał się.Czół, że nie tego potrzebuje blondyn.Wolał zatem milczeć i nie pocieszać go na siłę.Gdy jednak woda się zagotowała udał się do kuchni i zalazł wrzątkiem herbatę.Odczekał aż napar się zaparzy.Gdy napój był już gotowy, zaniósł kubek załamanemu chłopakowi.Postawił kubek z naparem na stoliku nocnym.Basista został z nim dopóki ten nie zasnął.Wtedy to poszedł umyć kubek.Gdy wszelkie naczynia były umyte wyszedł z jego mieszkania.Wrócił do własnego mieszkania.
Powinien pójść do apteki by wykupić zapasane przez lekarza leki, ale nie chciał.A może raczej nie miał na to siły.Był załamany.Tak bardzo chciał ułożyć sobie na nowo życie.Po raz pierwszy od wielu lat zakochał się w kimś.A teraz?Choroba mogła mu to wszystko tak nagle...odebrać.Teraz kiedy nareszcie miał szansę by żyć tak, jak zawsze chciał!Powiadomił ich jeszcze, ze próby przez następnych kilka dni są odwołane.Miał nadzieję, że dzięki temu zyska trochę czasu nim przyjdzie mu powiedzieć im o swoim stanie zdrowia.
Obudził się słysząc sygnał SMS-a.Przeczytał wiadomość i zaczął z nim pisać.Wokalista próbował go powstrzymać przed odwiedzinami...jednak mu się nie udało.Blondyn był zaniepokojony i pomimo później pory wyszedł z domu i ruszył w stronę jego domu.Wokalista nie mieszkał daleko.Droga jednak zajęła mu nieco ponad pół godziny.Gdy znalazł się przed jego mieszkaniem zapukał do drzwi nieco niepewnie po kilku minutach.Tak nagle się zawahał.Opatulił się szczelnie bluzą. Nie było mu jednak zimno.Po prostu był podenerwowany.
Otworzył drzwi i złapał go za przegub dłoni.Wciągnął go do środka i zamknął za nim drzwi.Nie bardzo był gotowy na te rozmowę, ale nie chciał też by ten stał na ulicy i marzł.Gdy drzwi były już zamknięte, spojrzał na niego.Blondynek również uniósł wzrok, więc mógł bez problemu patrzeć mu w oczy.W te piękne, czekoladowe tęczówki...
-MiA, po co przychodziłeś?Jest późno.Ktoś mógł cię napaść...-wyszeptał unikając wzorku blondyna.
-Dobrze wiesz, dlaczego...Martwię się-odpowiedział mu na równi cicho i wyciągnął dłoń by odgarnąć mu z twarzy ciemne kosmyki jednak po chwili cofnął dłoń zakłopotany.-Co się dzieje?-zapytał i przymknął oczy.W pomieszczeniu zapanowała głucha cisza.Jednak po chwili przerwał ją wokalista.
-Dobrze, powiem ci.Ale usiądź...-szepnął i gdy tylko blondyn zrobił to o co go prosił przykucnął naprzeciwko niego.Ujął jego dłonie i spojrzał mu głęboko w oczy.-MiA...Jak wiesz.Byłem dzisiaj u lekarza.Ale to to nie to chciałem ci powiedzieć...Ja...Ja mam raka. -Wyszeptał ledwo dosłyszalnie zamykając oczy na dłuższą chwilę by choć przez chwilę oszczędzić sobie widoku jego twarzy po tym, jak mu to wyznał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz