Paring: Nieznany
Zespół: Nieznane
Ostrzeżenia: Śmierć
Beta: Brak
To nie będzie nic długiego.Ot przelanie tutaj uczuć kilku minionych dni i przemyśleń z wielu lat walki z depresją i stratą ukochanej osoby.
Późna noc opatuliła go swymi ciemnymi ramionami.Skryła go pośród mroku i opatuliła płaszczem nieskazitelnej czerni ciemnego Nieba.Trwał skryty w mroku czterech tak dobrze znanych sobie ścian małego domostwa na przedmieściach Tokio.Był sam w domu.Domu, który dzielił z matką i nowym facetem.Obecnie pozostał w domu sam napawając się samotnością.Matka i jej nowy chłopak znęcali się nad nim.Fizycznie i psychicznie.Co do ojca, miał go w dupie.Założył sobie nową rodzinę, a rodzonego, pierworodnego syna miał właściwie gdzieś.
Wyciągnął chudą. kościstą dłoń w stronę nocnej szafki i podniósł z niej mały, stalowy, błyszczący w świetle gwiazd i księżyca przedmiot.Żyletka.Jago jedyna prawdziwa przyjaciółka...Poza NIM.Zamknął oczy, a spod jego zaciśniętych powiek na policzki spłynęła para srebrzystych kropli.Łzy.Po raz kolejny zawiódł sam siebie.Nocną ciszę przerwał cichy,zduszony szloch.W chwilę później kolejny.
-Jestem nikim.Zwykłym śmieciem.Lepiej by było gdybym zdechł!-Wykrzyczał z rozpaczą tak intensywną, że bezpański pies, biegający po ulicy zawył żałośnie.
Miłość?Czymże jest miłość w świecie przepełnionym cierpieniem i bólem?Depresja.To dzięki niej widział świat takim, jakim on był naprawdę.Brudny.Szary.OKRUTNY.
-Odebraliście mi wszystko!Czego wy jeszcze ode mnie chcecie?! -Wykrzyczał po raz kolejny.Tym razem jego żal wywabił małą, szarą myszkę.Zwierzątko przyglądało się przez chwilę postaci siedzącej naprzeciwko niej na podłodze.Po chwili jednak mała istotka uległa agonii.Agonii spowodowanej pęknięciem drobnego serduszka pod wpływem żalu.
Żyletka rozorała bladą skórę plamiąc nieskazitelną biel szkarłatem płynu życia.Przez otwarte okno do pokoju wpadło światło księżyca.Nawet Luna zdawała się płakać nad losem młodego chłopaka, który oddał swe życie w akcie ostatecznej destrukcji.Krew spływała szybko odbierając wątłemu ciału siły i powoli zamykając lazurowe, smutne oczy.Oto nadszedł Kosiarz.Koścista postać wyciągnęła kościstą dłoń i przyciągnął do piersi duszę wątłego, martwego już chłopaka.
-Spokojnie.Teraz już nikt z nich nie wyrządzi ci krzywdy...-Wyszeptał Kosiarz łagodnie przytulając do piersi umęczoną duszę.
Tak oto zakończył się żywot osoby wyklętej przez społeczeństwo,rodzinę i przyjaciół.Na pogrzebie chłopaka było dużo łez,wspomnień i udawanej miłości dla dziecka, które nigdy jej nie zaznało.Nie w takim stopniu, w jakim jej potrzebowało...